Mam takie różowe japonki, które kupiłam lata temu w szmateksie w Olsztynku. Spodobał mi się ich kolor, natomiast zupełnie nie zwróciłam uwagi na symbole, które były na nich wyszyte. Mimo, że klapki były ładne i nowe, właściwie ich nie nosiłam, bo pasek materiału uwierał mnie między palcami. Odłożyłam je do szafy, bo może kiedyś zacznę je nosić? I rzeczywiście było kilka prób. Najbardziej do ich używania zainspirował mnie kolega Japończyk. Wtedy nosiłam je po domu, do białych skarpet frotte. Po pewnym czasie okazało się jednak, że ta część tradycyjnego stroju japońskiego, w którym do twarzy zarówno dziewczętom jak i chłopcom z Kioto, w kontekście Chomiczówki była jakby mniej à propos. Obuwie poleżało jeszcze kilka lat w zielonej szafie, w przedpokoju, gdyż podróżowałam. Po powrocie, kiedy robiłam rachunek rzeczy i przedmiotów, klapki pojawił się po raz kolejny w snopie mojej uwagi. Wyrzucić czy nie? Są właściwie nowe, ładne, no i ten optymistyczny kolor. Ale przecież prawie ...