Siedzę sobie w pociągu do Olsztynka. Pociąg stoi przy peronie na stacji Warszawa Wschodnia. Patrząc w prawo widać kolejne perony, a za nimi zieleń. Ciemniejsza i jaśniejsza. Robi się z tego kurtynka albo zasłonka. Może i taka do innych wymiarów? Kto to wie? Ja też nie wiem, przecież tam nie zajrzałam. – Nie zajrzałaś? – No nie. – A chciałabyś? No pewnie! Kto by nie chciał – Ja bym nie chciała, bo już tam byłam. JA wszędzie byłam. A ty tam nie byłaś? To gdzie byłaś? – W Chinach, w Anglii, w Japonii, to też wyspa. – We wszechświecie, wszystko jest jak wyspa. On jest duży, na jego tle wszystko wydaje się małe. – No i dobrze, dlatego na Wielki Atraktor patrzę z daleka, z większej odległości, z dystansem, bo jak sobie zaczynam wyobrażać jaki jest wielki, to już mi się gorąco robi i brzuch mnie boli z wrażenia. Mózg mi się przegrzewa, choć się nawadniam wodusią z dodatkiem groszków soli kłodawskiej, ale i tak robi mi się sucho w ustach i gorąco od tej wielkości. Z monologu ...