Przejdź do głównej zawartości

Wielki przyciągacz


Siedzę sobie w pociągu do Olsztynka. Pociąg stoi przy peronie na stacji Warszawa Wschodnia. Patrząc w prawo widać kolejne perony, a za nimi zieleń. Ciemniejsza i jaśniejsza. Robi się z tego kurtynka albo zasłonka. Może i taka do innych wymiarów?


 Kto to wie? Ja też nie wiem, przecież tam nie zajrzałam. – Nie zajrzałaś? – No nie. – A chciałabyś? No pewnie! Kto by nie chciał – Ja bym nie chciała, bo już tam byłam. JA wszędzie byłam. A ty tam nie byłaś? To gdzie byłaś? – W Chinach, w Anglii, w Japonii, to też wyspa. – We wszechświecie, wszystko jest jak wyspa. On jest duży, na jego tle wszystko wydaje się małe. – No i dobrze, dlatego na Wielki Atraktor patrzę z daleka, z większej odległości, z dystansem, bo jak sobie zaczynam wyobrażać jaki jest wielki, to już mi się gorąco robi i brzuch mnie boli z wrażenia. Mózg mi się przegrzewa, choć się nawadniam wodusią z dodatkiem groszków soli kłodawskiej, ale i tak robi mi się sucho w ustach i gorąco od tej wielkości.
Z monologu wewnętrznego, wyrwała mnie myśl o tym, że te groszki soli mają strukturę kryształu, a ich regularność przywołuje złoty podział i boską proporcję we wszechświecie (ale nie mam na to dowodów). Mogłyby być partykułami wszechświata i tańczyć w chmurze gazu, fotonów, które z daleka wyglądają jak kolorowe, ogony fantastycznych stworów. Czy oni tam wiedzą, że mgławice tak wyglądają z naszej perspektywy? Czy tam, na górze istnieje jakaś estetyka, jakiś kanon tam macie? – To wasze koncepcje. My raczej zauważamy rzeczy i to wystarczy. Tu na Ziemi, segreguje się te groszki jak Kopciuszek: jedno dobre, a drugie to śmieć i to się wyrzuca. Lepsze i gorsze.
– A tęcza? Ostatnio wszystko mi się rozszczepia na tęczę: woda w szklance, światło, które wpada rano przez okno do łazienki, załamanie na lustrze, na kryształach się to mieni. – Tęcza to pełnia, poza tym rusza się, bo to światło.

Osiedle Grunwald, Olsztynek, 2019

– A sztuka? – Sztuka to wir! Rusza się tak jak tęcza: pulsuje, zmienia kształt, formę. Jej tworzenie to ruch. W muzyce to dobrze widać, a właściwie słychać. Ona odtwarza rytm. Wszystko we wszechświecie ma swój rytm. Ty też. – Ja też? Jak to wygląda? – No pulsujesz tak o: bum, bum, bum. Raz wolniej, a raz szybciej. Jak malujesz to na tęczowo, jak się zachwycasz drzewami to na biało. Z głowy tryska ci światło jak fontanna. – A jak się wkurwiam? To wtedy nie tryskasz.
My tu gadu, gadu, a pociąg ruszył i przejechał większą część trasy. Mniej więcej w Ciechanowie, słuchając na Youtube astrolożki Pam Gregory, dowiedziałam się, że w czasie ostatniej pełni, Księżyc znalazł się w koniunkcji z centrum Galaktyki, wokół którego wiruje Droga Mleczna. Dodatkowo Jowisz jest w koniunkcji z Wielkim Atraktorem, czyli skupiskiem galaktyk!

Impuls do zmiany
Dla jednych będzie to kopniak w tyłek, inni zostaną wystrzeleni z rakiety jak brodacz w śmiesznym wdzianku w XIX wiecznym cyrku. A dla jeszcze innych będzie to odskocznia (taka jaką wuefista podstawiał pod nogi do skoku przez kozła albo skrzynię). Te skoki-okazje pojawią się nagłe, pojedynczo.
Jeszcze inni, w te dni będą się czuli jakby podłoga w mieszkaniu, parkiet w pracy, gumoleum w pracowni, chodnik, płytki w przejściu podziemnym i wszystko, co mają pod stopami było jedną, wielką wibrującą odskocznią. 

Kryzys, czyli okazja
Koniunkcja Jowisza z Wielkim Atraktorem jest symboliczna – planeta reprezentuje nasze relacje ze światem i możliwości rozwoju, sukcesu i w ogóle wychodzenia do ludzi. Ta szansa poprzedza lipcowe zaćmienie Słońca – 2 lipca, a dwa tygodnie później Księżyca. Energetycznie intensywny czas. Plus upały, które są emanacją tych niewidzialnych, ale mocnych zmian. Odpoczywajcie, pijcie wodę z solą kłodawską, przepuszczajcie wszystko, co przychodzi przez serce, a przede wszystkim oddychajcie przeponą (wdech nosem, pępek do góry, wydech ustami i pępek w dół). To będzie mocny czas, ale skoro tu jesteśmy, to znaczy, że tak ma być i że to z myślą o nas. Dzięku-je-my!

Monika Waraxa





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...