Wczoraj nad Wisłą mysz polna. Szaro–beżowa z brązową pręgą na grzbiecie, która od razu skojarzyła mi się z krzywizną życia. Siedziała przy kępie trawy na brzegu rzeki, która buzowała błotnie mimo upałów. W cieniu drzew panował przyjemny chłód, podsycany wilgocią porannego deszczu. Mysz przystanęła w miejscu, dysząc. Nie bardzo przejęła się moją obecnością. Była bardziej skupiona na sobie. Wyglądała jakby chciało jej się pić. Możliwe też, że uciekała właśnie przed kołującym pod chmurą sokołem albo po prostu przeszła bardzo długą drogę z sobą samą. Charles Bukowski uważał, że Myszka Miki nie ma duszy, źr. internet Myszy występują licznie, szybko się rozmnażają, odnoszą się więc do żywotności i płodności. Są wszędzie, symbolicznie w wielu miejscach naraz, prawie jak bóg. Natomiast dla Chrześcijan mysz była brudasem oraz wyobrażała destrukcję i tchórzostwo. Mysz żyje i porusza się przy ziemi wskazując tym na dobre uziemienie. Ostatnio rozmyślam dużo o kobiecości...