Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2018

Biała róża

Ofelia,  John Everett Millais Niebo rano było co prawda niebieskie, ale teraz pokryło się chmurami, które kształtem i konsystencją przypominały zsiadłe mleko. Wiem bo jadłam. Jak co rano zrobiłam porządkowy skan swojego parapetu. Sprawdziłam czy kryształy leżą we właściwym porządku. To znaczy czy zachowane są pomiędzy nimi odpowiednie kierunki i relacje. Na przykład grupa kryształów, która wraz ze szczotką ametystową w kształcie jaja, skupia się wokół rogu jednorocznego jelenia, tak zwanego zrzutu, którego dostałam w tym roku od szwagra. Był na tyle świeży, że miejsce zrośnięcia rogu z czaszką było jeszcze różowe od krwi. Między paprotką, a dziwną kalią i szczęściarzem, który ostatnio medytuje zamiast rosnąć, mam też grupę kamieni nieprzezroczystych. Karneol z Madagaskaru, który wygląda jak mydło siarkowe, trzy cienkie jak blaszki krzemienie pasiaste, zielony kamień z rzeki chińskiej i biały krzemień, który znalazłam w lesie kilka miesięcy temu. Co ciekawe na te...

Bo we mnie jest dzik

Ból głowy, dwa Apapy. W łóżku o 21. Budziłam się o 4 i 5 nad ranem. Już było piękne niebieskie niebo. Od kilku dni latają jeżyki. Dźwiękowo lepsze niż wrony. Piękne słońce. Mama zawsze powtarzała mi: musisz być mądrzejsza. Szczerze nie podobała mi się ta rada. Wkurzało mnie to, że muszę widzieć rzeczy z dystansu, odpuszczać, brać poprawkę. Dziś wiem, że wcale nie muszę, tylko chcę. Chcieć odpuścić jeśli ktoś niemożliwie cię irytuje. To trudniejsze niż się wydaje. Zwykle złość, którą nosi się w sercu zazębia się z tą drugą złością i ma się kurde klincz. A wtedy sytuacja szybko zaczyna przypominać stopklatkę z przedszkola z dwojgiem bachorów, które tłuczą się o misia. Dużo było takich sytuacji. Na pocieszenie myślę o mistrzostwie Pawlikowskiego, który wyśrubował  Zimną wojnę przede wszystkim pracą aktorów, którzy w nieskończoność powtarzali ujęcia. Ile było tych dubli? Setki, czy tysiące? Trudno powiedzieć, ale film zdobył Złotą palmę w Cannes, to chyba wyszło dobrze. ...

Szczęście, czyli co?

Większość szuka szczęścia. Życzymy go sobie na urodziny i od święta. Rzadko kto szczęściem nazywa to, co ma o tu. Szczęście najczęściej bywa odległe. Planuje je się z wyprzedzeniem i łączy z osiąganiem określonych celów takich jak ukończenie szkoły, zamążpójście, narodziny dziecka, osiągnięcie prosperity finansowej i spełnienia zawodowego. Bo na wszystko również na szczęście trzeba sobie zasłużyć i zapracować. Jednym słowem tak po protestancku się urobić. Jeśli coś przychodzi łatwo to jest to podejrzane, ale też irytujące, zwłaszcza dla Polaków. Droga do osiągnięcia szczęścia zwykle się więc dłuży. Jest również usłana szeregiem wątpliwości. Główna z nich to ta, czy ono w ogóle istnieje? Wielu ludzi uważa, że na nie nie zasługuje lub zasługuje na nie, ale dopiero kiedyś, niedługo, niebawem, potem, w każdym razie nie teraz. I choć często mamy je w zasięgu ręki, odraczamy je. Dobrze, tylko po co? Greckie horor infiniti , określa przerażenie człowieka w obliczu nieskończonośc...