Ofelia, John Everett Millais Niebo rano było co prawda niebieskie, ale teraz pokryło się chmurami, które kształtem i konsystencją przypominały zsiadłe mleko. Wiem bo jadłam. Jak co rano zrobiłam porządkowy skan swojego parapetu. Sprawdziłam czy kryształy leżą we właściwym porządku. To znaczy czy zachowane są pomiędzy nimi odpowiednie kierunki i relacje. Na przykład grupa kryształów, która wraz ze szczotką ametystową w kształcie jaja, skupia się wokół rogu jednorocznego jelenia, tak zwanego zrzutu, którego dostałam w tym roku od szwagra. Był na tyle świeży, że miejsce zrośnięcia rogu z czaszką było jeszcze różowe od krwi. Między paprotką, a dziwną kalią i szczęściarzem, który ostatnio medytuje zamiast rosnąć, mam też grupę kamieni nieprzezroczystych. Karneol z Madagaskaru, który wygląda jak mydło siarkowe, trzy cienkie jak blaszki krzemienie pasiaste, zielony kamień z rzeki chińskiej i biały krzemień, który znalazłam w lesie kilka miesięcy temu. Co ciekawe na te...