![]() |
|
Ofelia, John Everett Millais
|
Niebo rano było co prawda niebieskie,
ale teraz pokryło się chmurami, które kształtem i konsystencją
przypominały zsiadłe mleko. Wiem bo jadłam. Jak co rano zrobiłam
porządkowy skan swojego parapetu. Sprawdziłam czy kryształy leżą
we właściwym porządku. To znaczy czy zachowane są pomiędzy nimi
odpowiednie kierunki i relacje. Na przykład grupa kryształów, która wraz ze
szczotką ametystową w kształcie jaja, skupia się wokół rogu
jednorocznego jelenia, tak zwanego zrzutu, którego dostałam w tym
roku od szwagra. Był na tyle świeży, że miejsce zrośnięcia rogu z czaszką było jeszcze różowe od krwi.
Między paprotką, a dziwną kalią i
szczęściarzem, który ostatnio medytuje zamiast rosnąć, mam też
grupę kamieni nieprzezroczystych. Karneol z Madagaskaru, który
wygląda jak mydło siarkowe, trzy cienkie jak blaszki krzemienie
pasiaste, zielony kamień z rzeki chińskiej i biały krzemień,
który znalazłam w lesie kilka miesięcy temu. Co ciekawe na tej
samej drodze leżał czarny kamień z dużą domieszką krzemionki,
bo połyskiwał na słońcu. Już w domu okazało się, że kamienie
mają taki zestaw otworów, że mogę wstawić jeden w drugi. W tym
układzie wyglądają jak maczuga włożona w dziwną podstawkę.
Trochę erotycznie, no cóż.
Dzisiejszy poranek jest jednak zadedykowany białej róży doniczkowej, którą zaatakowały pajęczaki. Już raz ogoliłam ją do łysa, przesadziłam do większej doniczki, spryskałam specjalnym preparatem, ale pajęczaki jakoś się tu zagnieździły i mimo moich działań, zaczęły pochłaniać roślinę. Jej listki z soczysto zielonych zrobiły się brązowawe i zaczęły stopniowo usychać. Przyglądałam się temu procesowi i zastanawiałam się co robić: wyrzucić, czy podejmować jakieś działania?
Królowa ogrodu.
Według różokrzyżowców każda kobieta nosi w sobie dwie metaforyczne róże białą w sercu i czerwoną w łonie. Mężczyzna natomiast jest rycerzem, którego misją jest chronienie obu. Całkiem logiczne, bo serce to źródło miłości, a łono źródło życia.
Koleżanka ogrodniczka przestrzegała mnie przed tym, żeby nie kupować kwiatów w marketach, bo są słabej jakości. I masz.
Przyglądałam się róży od wczoraj. Jak zmarniała. Zastanawiałam się też czy rzeczywiście podejmować kolejne działania restauracyjne, czy dać sobie spokój. A może ona nie chce być czyszczona z pajęczaków i ratowana? Dziś rano postanowiłam, że jednak nie ma co ratować róży. Wyrzucę ją do kubła na śmieci z honorami na jakie zasługuje. Ten gest zaakcentuje nowy początek, pomoże pożegnać stare nawyki i takie tam. Ta narracja towarzyszyła mi jeszcze w drodze do kuchni, jakby na pocieszenie, żeby nadać sens. Ale zanim ją wyrzucę, obetnę ten jeden kwiat co ma. Niech postoi w wazoniku, miniaturkowym, japońskim, kupionym u pana Krzysia.
Zawahałam się. Odstawiłam kwiat na blat. Może jednak poczytam o tych pajęczakach, jak się je likwiduje. Pajęczaki: stosować wodę z mydłem lub preparaty chemiczne lub po prostu spryskiwać wodą przez kilka dni. Ta ostatnia opcja wydała mi się najsensowniejsza. Wstawiłam doniczkę pod prysznic i kierując strumień wody tak, żeby nie wypłukiwać ziemi zmyłam pajęczaki wraz z pajęczyną. W doniczce nazbierało się sporo wody. Jest gorąco więc akurat. Odstawiłam różę na parapet. Po chwili podstawka napełniła się wodą, potem był menisk, a potem woda pociekła cienką stróżką wzdłuż leżącej na parapecie seledynowej świecy. Zaczęła kapać na podłogę, zahaczając o kołdrę. Zebrałam nadmiar wody czerwoną ściereczką z mikrofibry. No. Zobaczy się.
Dzisiejszy poranek jest jednak zadedykowany białej róży doniczkowej, którą zaatakowały pajęczaki. Już raz ogoliłam ją do łysa, przesadziłam do większej doniczki, spryskałam specjalnym preparatem, ale pajęczaki jakoś się tu zagnieździły i mimo moich działań, zaczęły pochłaniać roślinę. Jej listki z soczysto zielonych zrobiły się brązowawe i zaczęły stopniowo usychać. Przyglądałam się temu procesowi i zastanawiałam się co robić: wyrzucić, czy podejmować jakieś działania?
Królowa ogrodu.
Według różokrzyżowców każda kobieta nosi w sobie dwie metaforyczne róże białą w sercu i czerwoną w łonie. Mężczyzna natomiast jest rycerzem, którego misją jest chronienie obu. Całkiem logiczne, bo serce to źródło miłości, a łono źródło życia.
Koleżanka ogrodniczka przestrzegała mnie przed tym, żeby nie kupować kwiatów w marketach, bo są słabej jakości. I masz.
Przyglądałam się róży od wczoraj. Jak zmarniała. Zastanawiałam się też czy rzeczywiście podejmować kolejne działania restauracyjne, czy dać sobie spokój. A może ona nie chce być czyszczona z pajęczaków i ratowana? Dziś rano postanowiłam, że jednak nie ma co ratować róży. Wyrzucę ją do kubła na śmieci z honorami na jakie zasługuje. Ten gest zaakcentuje nowy początek, pomoże pożegnać stare nawyki i takie tam. Ta narracja towarzyszyła mi jeszcze w drodze do kuchni, jakby na pocieszenie, żeby nadać sens. Ale zanim ją wyrzucę, obetnę ten jeden kwiat co ma. Niech postoi w wazoniku, miniaturkowym, japońskim, kupionym u pana Krzysia.
Zawahałam się. Odstawiłam kwiat na blat. Może jednak poczytam o tych pajęczakach, jak się je likwiduje. Pajęczaki: stosować wodę z mydłem lub preparaty chemiczne lub po prostu spryskiwać wodą przez kilka dni. Ta ostatnia opcja wydała mi się najsensowniejsza. Wstawiłam doniczkę pod prysznic i kierując strumień wody tak, żeby nie wypłukiwać ziemi zmyłam pajęczaki wraz z pajęczyną. W doniczce nazbierało się sporo wody. Jest gorąco więc akurat. Odstawiłam różę na parapet. Po chwili podstawka napełniła się wodą, potem był menisk, a potem woda pociekła cienką stróżką wzdłuż leżącej na parapecie seledynowej świecy. Zaczęła kapać na podłogę, zahaczając o kołdrę. Zebrałam nadmiar wody czerwoną ściereczką z mikrofibry. No. Zobaczy się.
W teledysku do utworu White Rose, Nicka Cavea,
martwa Kylie Minogue dryfuje w strumieniu jak Ofelia Szekspira, którą
tak pięknie na swoim obrazie uwiecznił John Everett Millais.
Tekst dedykuję wszystkim kobietom, które nie umiały inaczej i odeszły.
Tekst dedykuję wszystkim kobietom, które nie umiały inaczej i odeszły.
Monika Waraxa, 31.7.2018

Komentarze
Prześlij komentarz