Przejdź do głównej zawartości

Posty

Odcinek 9: Czarna pantera

Rano, kiedy zobaczyłam swoją stylówkę w lustrze: dopasowane czarne dżinsy oraz granatowy sweter kaszmirowy, gładko zaczesane włosy zaplecione w warkocz, powiedziałam do siebie: „Jestem czarną panterą”. Słowa jak to słowa, pomyślałam i ucieszyłam się ze swojej bogatej wyobraźni, która często meandruje w zaskakujących, niby od czapy, kierunkach. Na tańcach u Magdy, kiedy miałyśmy wykonać dwuminutowy ruch-taniec, który podsumowywał naszą dotychczasową pracę z określaniem jakości ruchu opisanych przez Labana, postanowiłam, że ode-gram czarną panterę. Okazało się, że wyobraźnia, a wraz z nią czarna pantera, poprowadziły mnie do stworzenia całej choreografii. Obrazy czarnej pantery i jej zachowania przychodziły płynnie i bez wcześniejszego przygotowania. Wiedziałam tylko, od czego zacznę, a potem odtwarzałam coś, co płynęło z wyobrażenia energii i zachowań czarnej pantery. Głównym rekwizytem i punktem wyjścia był mój warkocz. Wyobraziłam sobie, że jest on jak ogon pantery. Poczułam, czym on ...
Najnowsze posty

Odcinek 8: Bugonia i jamniczek z trzema nogami

W zeszły piątek, wracając do domu, spotkałam jamniczka na trzech nóżkach. Wyprzedził mnie na Nowym Świecie, na wysokości Baru Piotruś, a potem drugi raz na przejściu przy Muzeum Narodowym. Nie miał protezki, ale świetnie balansował swoim trzynożnym ciałem, co było nie lada wyczynem, zważywszy na jego długość. W mijanych przechodniach wzbudzał radość. Uśmiechali się na jego widok. Widać, że mu kibicowali. Potem w Parku Znicza na Grochowie widziałam puchatego kundelka, też trzynożnego. Z tym że ten miał protezkę. Pomyślałam o pewnej rytmizacji rzeczywistości i tym, jak te „przypadkowe” wydarzenia stały się refrenem mojego piątku. Potem zabrałam się za pieczenie chleba. Mam dobrą mąkę. Jest, co prawda, biała. No i co z tego?! Nie dajmy się zwariować glutenowi. Miałam w lodówce zaczyn chlebowy. Aktywowałam go, dodając świeżej mąki żytniej i dolewając do niego ciepłej wody z odrobiną cukru. Ruszył się żwawo. Patrząc, jak bąbelkuje, wyobrażałam sobie chrupiący chlebek, który wyrośnie na tym ...

Odcinek 7: interstellar na naszym niebie

Skoro mamy lecieć na spotkanie z 3I/ATLAS, to najpierw kotwiczka. W drodze do pracowni pojechałam na Wolumen, żeby kupić trochę kapusty kiszonej. Wzięłam nawet słoik. W czwartki targ jest okrojony do jednej alejki, ale pan z kapustą był. Poprosiłam o napełnienie słoika. Pan ułożył kapustę ściśle i metodycznie. To moja pierwsza kiszona kapusta w tym roku. Kupiłam też kilo pysznych śliwek i zaczęłam je jeść już po wyjściu z targu. Rzeczywiście były bardzo słodkie. W pracowni, tak jak zaplanowałam już w domu, zabrałam się do zrobienia kanapek z sardynkami. Kiedy nakładałam rybki na chleb, talerz spadł na lodówkę. Zahamowałam go rękawem swetra i na szczęście chleb i większość sardynek pozostały na talerzu. Gotowe kanapki zagryzłam kiszoną kapustą, która była pyszna, ale chyba zbyt słona. Po kanapkach zjadłam sałatkę owocową z jednej gruszki i trzech kiści działkowych winogron, które ku naszemu zaskoczeniu wciąż zdobiły pergolę przed działkowym domkiem na Wawrze. Były bardzo słodkie, ale cz...

Odcinek 6: pieski

Na Grochowie każdy pies ma swoją specjalizację: Gacek się uśmiecha i cienko szczeka, Diuna leży, Luna się zamyśla (choć w duszy marzy o takich trochę ostrzejszych zabawach), Wafel lubi mieć dużo piłek, najlepiej co tydzień inną, a Bimcia skacze do… Aktualnie skacze do liści. Wygląda to tak, że wchodzimy w chmurę liści. Podrzucam je raz lewą, raz prawą nogą do góry, a ona je łapie w locie. Czasem wybija się w miejscu od wszystkich łap i robi pirueta w locie, a czasem bierze rozbieg i leci za liśćmi po łuku. Skacze naprawdę wysoko, wzbudzając często sensację zarówno wśród psów, jak i ludzi. Działalność Bimci nie polega jednak na zdobywaniu medalu za najwyższy skok, ona się po prostu bawi, czerpiąc z tego radość. Zimą Bimcia skacze do śniegu, latem do wody. Próbuje łapać wodę na tej samej zasadzie co liście. Ma do tego okazję na wawerskiej działce ROD, gdzie woda tryska z gumowego węża zawieszonego wysoko na tyczce, albo w jeziorze – tylko do tego potrzebny jest człowiek, który chlapie wo...

Odcinek 5: koc, baran i księżyc

U mnie malowanie przeplata się z pisaniem i jest to przeplatanka niemożliwa, bo łączy ze sobą dwie różne przestrzenie. Pierwsza istnieje w świecie ponadzmysłowym, a druga w przestrzeni mentalnej, to znaczy wyjściowo, zarodkowo. Dzięki tej specyficznej formule materialnej, którą jestem, obie te przestrzenie materializują się: jedna jako obraz lub mural, a druga jako tekst. To tak wygląda, kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka. Kiedy lecę niżej lub, kiedy zupełnie wyląduję, uświadamiam sobie, że mieszkam na Grochowie i najwięcej czasu spędzam w kuchni. Aktualnie leżę pod kocem. Kot, którego wpuściła ciocia, koniecznie chciał leżeć ze mną. To znaczy, zastanawiam się, czy chodziło o mnie, czy raczej o koc, który lubi? Co lubi mój kot: mnie czy koc, a może mnie w zestawie z kocem? Siedzę na wersalce, która stoi w kuchni. Opieram się o ścianę i o „barana” – tak nazywam poduszki z owczej wełny. Leżę też zresztą na „baranie” – czyli kocu w zodiak, który dostałam od Renaty na nową drogę życi...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...