Rano, kiedy zobaczyłam swoją stylówkę w lustrze: dopasowane czarne dżinsy oraz granatowy sweter kaszmirowy, gładko zaczesane włosy zaplecione w warkocz, powiedziałam do siebie: „Jestem czarną panterą”. Słowa jak to słowa, pomyślałam i ucieszyłam się ze swojej bogatej wyobraźni, która często meandruje w zaskakujących, niby od czapy, kierunkach. Na tańcach u Magdy, kiedy miałyśmy wykonać dwuminutowy ruch-taniec, który podsumowywał naszą dotychczasową pracę z określaniem jakości ruchu opisanych przez Labana, postanowiłam, że ode-gram czarną panterę. Okazało się, że wyobraźnia, a wraz z nią czarna pantera, poprowadziły mnie do stworzenia całej choreografii. Obrazy czarnej pantery i jej zachowania przychodziły płynnie i bez wcześniejszego przygotowania. Wiedziałam tylko, od czego zacznę, a potem odtwarzałam coś, co płynęło z wyobrażenia energii i zachowań czarnej pantery. Głównym rekwizytem i punktem wyjścia był mój warkocz. Wyobraziłam sobie, że jest on jak ogon pantery. Poczułam, czym on ...
W zeszły piątek, wracając do domu, spotkałam jamniczka na trzech nóżkach. Wyprzedził mnie na Nowym Świecie, na wysokości Baru Piotruś, a potem drugi raz na przejściu przy Muzeum Narodowym. Nie miał protezki, ale świetnie balansował swoim trzynożnym ciałem, co było nie lada wyczynem, zważywszy na jego długość. W mijanych przechodniach wzbudzał radość. Uśmiechali się na jego widok. Widać, że mu kibicowali. Potem w Parku Znicza na Grochowie widziałam puchatego kundelka, też trzynożnego. Z tym że ten miał protezkę. Pomyślałam o pewnej rytmizacji rzeczywistości i tym, jak te „przypadkowe” wydarzenia stały się refrenem mojego piątku. Potem zabrałam się za pieczenie chleba. Mam dobrą mąkę. Jest, co prawda, biała. No i co z tego?! Nie dajmy się zwariować glutenowi. Miałam w lodówce zaczyn chlebowy. Aktywowałam go, dodając świeżej mąki żytniej i dolewając do niego ciepłej wody z odrobiną cukru. Ruszył się żwawo. Patrząc, jak bąbelkuje, wyobrażałam sobie chrupiący chlebek, który wyrośnie na tym ...