Przejdź do głównej zawartości

Posty

Odcinek 14: Co Harry Styles wie o reinkarnacji?

  Że Anne Hathaway to żona Szekspira. William Shakespeare w 1582 roku poślubił Anne Hathaway. Dlatego ojciec aktorki, fan literatury, dał jej na imię Anne. W Internecie roi się od memów i zestawień wizerunków Szekspira z obecnym partnerem Anne. I patrząc na zdjęcia jej męża, Adama Shulmana, można pokusić się o stwierdzenie, że on to Szekspir. Harry Styles w teledysku jednego ze swoich hitów „Sign of the Times” lata nad skalistym brzegiem zimnego morza w białym wełnianym swetrze i śpiewa: N ever learn we've been here before , a w dalszej części tekstu piosenki dziwi się, dlaczego w związku z tym nie wyciągamy wniosków i o tym nie pamiętamy. Jesteśmy nauczeni sięgać po informacje ze sprawdzonego, czyli naukowego źródła. Jak coś jest przebadane, dobrze opisane, to można się do tego odnosić, a jak nie, to znaczy, że to nie istnieje i nie warto się tym zajmować. Dzisiejsze czasy są dla niektórych przerażające – globalne ocieplenie, wojny, radykałowie u władzy, a dla innych są ciekawe i...
Najnowsze posty

Odcinek 13: nic szczególnego

W niedzielę nastąpił przełom: pogodziłam się z tym, że się pocę. Walczyłam z tym od czwartku. Moje ciało nie umiało poddać się temperaturze. W niedzielę przyjechali znajomi. Zajęłam się przygotowywaniem obiadu i nie mogłam już dłużej skupiać się na dyskomforcie, w który wprawiał mnie upał. Mieszkając w Polsce, nie ma zbyt wielu okazji, żeby poczuć obezwładniającą siłę natury. Temperatura to jeden z nielicznych momentów, kiedy można tego doświadczyć. Mówiąc o sile natury, mam również na myśli zagrożenie, które może ona generować, np. trzęsienia ziemi, erupcje wulkanu, tajfuny, czy tsunami. Jak dotąd z szacunkiem wobec natury, który wynika ze świadomości jej niszczycielskiej siły, spotkałam się w Japonii.  W Kioto, które jest bezpieczne i uchowało się przed kataklizmami, zatrzymałam się u pary sympatycznych Japończyków: ona miała manufakturę unikatowych lasek, a on całkowicie poświęcił się prowadzeniu hostelu, znajdującego się na obrzeżach miasta, w którym mnie gościli. Byli bar...

Odcinek 12: Doceniam…

Ale… Kiedyś takie rozmowy się słyszało: doceniam, ale. Niestety to małe, trzyliterowe słówko całkowicie kasuje to pierwsze. Jeśli doceniasz „ale”, to nie doceniasz wcale. Pamiętam, jak kiedyś Eckhart Tolle proponował taką odezwę do życia: I have no complaints whatsoever . Skojarzyło mi się to natychmiast ze wspaniałym nauczycielem Nisargadattą Maharajim, czyli panem Jackiem. Pojawienie się w naszym życiu pana Jacka, czyli Nisargadatty, wiąże się bezpośrednio z pękniętą rurą. Zimą, tuż po Nowym Roku, w mieszkaniu pękła rura. Co ciekawe, znajdowała się na kierunku północnym, który w moim życiu odpowiada za jakość bycia w świecie. Co ciekawe, kierunek ten związany jest z żywiołem wody. No. Rura pękła. Woda zalała rzeczy, które stały na półeczce. Trzeba było wszystko wystawić, obejrzeć, osuszyć, no a przy okazji zrobić selekcję: co zostaje, a co idzie do wyrzucenia. Dostojewski – moje wydanie jego dzieł klejone w rozpadzie, ale zostaje. Grube wałki do kręcenia dużych loków – do wyrzucenia...

Odcinek 11: co z tą intencją?

Jazdy doszkalające z Przemkiem przebiegały lepiej niż pomyślnie. Urzekło mnie jego zaangażowanie i determinacja. Kiedy jakiś manewr nie udawał mi się, jechaliśmy w to samo miejsce kilka razy. Tak było z zawracaniem na rondzie, zawracaniem na skrzyżowaniu, włączaniem się do ruchu na trasie szybkiego ruchu z kazamatów bródnowskich, gdzie jezdnia ma dwa pasy, choć nie widać tego gołym okiem. Kiedy jedzie się z prawej na lewą stronę, trzeba wrzucić kierun, potem przekroczyć zasieki: ścieżkę dla rowerzystów, którzy pojawiają się tam znienacka. Dojazd do trasy szybkiego ruchu z tamtego miejsca jest niczym slalom gigant. Ćwiczyliśmy również łuk oraz podjazd pod górkę dwadzieścia razy. Dużo metodycznej pracy. Po oblaniu pierwszego egzaminu na prawo jazdy doszło do mnie, że źródłem mojej motywacji było dotychczas zadowolenie pana Adama, a powinno być moje własne. Mowa o celu, który będę nazywała intencją. Skupia ona uwagę, materializując się jako konsekwencja i determinacja w działaniu, co prze...

Odcinek 10: nadejście czegoś nowego

Zaczęłam się krzątać: wyjęłam pranie z pralki, wyczyściłam zlew popiołem z drewna, z ognisk palonych nad jeziorem Pluszne. Czułam, że jest to rodzaj inicjacji, rytuału. W czasie czyszczenia zlewu przyszło do mnie słowo „usher”, a właściwie cały zwrot „usher in”. Ciekawe, że moje wyższe ja komunikuje się ze mną po angielsku? Może po to, by ominąć umysł? Nie wiadomo. Sprawdziłam: „usher” to odźwierny, bileter, mistrz ceremonii; „usher in” – zapoczątkować, zainicjować. Pierwsze skojarzenie: pan Włodzimierz – egzaminator, z którym zdawałam swój pierwszy egzamin na prawo jazdy i oblałam. Co wtedy czułam? Że jest nieludzko nieprzejednany, że mnie nie puszcza. Tuż po egzaminie przeżyłam symboliczną śmierć starej Moniki i jednocześnie szok smutku po tej śmierci. Z perspektywy kilku tygodni widzę siebie jako kogoś, kto nie miał zbyt dużo pokory – myślałam, że to głupi egzamin, głupie zasady, wręcz śmieszne i niepotrzebne szczegóły. Z drugiej strony czułam, że nie wiem, po co to robię. Chciałam ...

Odcinek 9: Czarna pantera

Rano, kiedy zobaczyłam swoją stylówkę w lustrze: dopasowane czarne dżinsy oraz granatowy sweter kaszmirowy, gładko zaczesane włosy zaplecione w warkocz, powiedziałam do siebie: „Jestem czarną panterą”. Słowa jak to słowa, pomyślałam i ucieszyłam się ze swojej bogatej wyobraźni, która często meandruje w zaskakujących, niby od czapy, kierunkach. Na tańcach u Magdy, kiedy miałyśmy wykonać dwuminutowy ruch-taniec, który podsumowywał naszą dotychczasową pracę z określaniem jakości ruchu opisanych przez Labana, postanowiłam, że ode-gram czarną panterę. Okazało się, że wyobraźnia, a wraz z nią czarna pantera, poprowadziły mnie do stworzenia całej choreografii. Obrazy czarnej pantery i jej zachowania przychodziły płynnie i bez wcześniejszego przygotowania. Wiedziałam tylko, od czego zacznę, a potem odtwarzałam coś, co płynęło z wyobrażenia energii i zachowań czarnej pantery. Głównym rekwizytem i punktem wyjścia był mój warkocz. Wyobraziłam sobie, że jest on jak ogon pantery. Poczułam, czym on ...

Odcinek 8: Bugonia i jamniczek z trzema nogami

W zeszły piątek, wracając do domu, spotkałam jamniczka na trzech nóżkach. Wyprzedził mnie na Nowym Świecie, na wysokości Baru Piotruś, a potem drugi raz na przejściu przy Muzeum Narodowym. Nie miał protezki, ale świetnie balansował swoim trzynożnym ciałem, co było nie lada wyczynem, zważywszy na jego długość. W mijanych przechodniach wzbudzał radość. Uśmiechali się na jego widok. Widać, że mu kibicowali. Potem w Parku Znicza na Grochowie widziałam puchatego kundelka, też trzynożnego. Z tym że ten miał protezkę. Pomyślałam o pewnej rytmizacji rzeczywistości i tym, jak te „przypadkowe” wydarzenia stały się refrenem mojego piątku. Potem zabrałam się za pieczenie chleba. Mam dobrą mąkę. Jest, co prawda, biała. No i co z tego?! Nie dajmy się zwariować glutenowi. Miałam w lodówce zaczyn chlebowy. Aktywowałam go, dodając świeżej mąki żytniej i dolewając do niego ciepłej wody z odrobiną cukru. Ruszył się żwawo. Patrząc, jak bąbelkuje, wyobrażałam sobie chrupiący chlebek, który wyrośnie na tym ...