Na Grochowie każdy pies ma swoją specjalizację: Gacek się uśmiecha i cienko szczeka, Diuna leży, Luna się zamyśla (choć w duszy marzy o takich trochę ostrzejszych zabawach), Wafel lubi mieć dużo piłek, najlepiej co tydzień inną, a Bimcia skacze do…
Aktualnie skacze do liści. Wygląda to tak, że wchodzimy w chmurę liści. Podrzucam je raz lewą, raz prawą nogą do góry, a ona je łapie w locie. Czasem wybija się w miejscu od wszystkich łap i robi pirueta w locie, a czasem bierze rozbieg i leci za liśćmi po łuku. Skacze naprawdę wysoko, wzbudzając często sensację zarówno wśród psów, jak i ludzi. Działalność Bimci nie polega jednak na zdobywaniu medalu za najwyższy skok, ona się po prostu bawi, czerpiąc z tego radość.
Zimą Bimcia skacze do śniegu, latem do wody. Próbuje łapać wodę na tej samej zasadzie co liście. Ma do tego okazję na wawerskiej działce ROD, gdzie woda tryska z gumowego węża zawieszonego wysoko na tyczce, albo w jeziorze – tylko do tego potrzebny jest człowiek, który chlapie wodą. Te skoki Bimci same w sobie są utopią, bo wiadomo, że nie da się złapać w pyszczek kropel wody, płatków śniegu lub liści. Chociaż liście bardziej, ale chyba nie chodzi o łapanie, a bardziej o latanie.
Ciekawe, że dziś w czasie porannego spaceru pomyślałam o psach oraz o ich rozróżnieniu na specjalności. Ciekawe, bo w Galerii Foksal jest wystawa, a tam też jest wilk – przodek psa. Z tym że jest zmartwiony, trochę załamany kondycją i decyzjami człowieka. Widzi, jak człowiek się zapędza w kozi róg, jak podejmuje złe decyzje i nie słucha dobrych rad czy wskazówek, żeby się zatrzymać, przestać sobie szkodzić. I to z jego perspektywy musi doprowadzić człowieka do katastrofy.
Wilk Tomasza Mroza jest jeszcze bardziej zantropomorfizowany niż pieski z Parku Znicza. Gdyby jednak odczłowieczyć go, to okazałoby się, że nie może on być pesymistą w żadnym temacie, ponieważ istnieje on w tu i teraz, a tylko dostęp do przeszłości i wyobrażenie przyszłości może prowadzić do wysnuwania pesymistycznych wizji na temat rzeczywistości.
Trudno zdobyć się na inną niż ludzka perspektywa, więc wyobrażamy sobie psa, który ma cechy ludzkie. A wyobrażenie sobie człowieka, który ma cechy psie? Wtedy na przykład moglibyśmy bez ograniczeń cieszyć się z tego, co mamy, kochać drugiego mimo wszystko (nawet jeśli niezbyt milusiński) oraz emanować dobroczynną energią, która koi, uspokaja i sprawia, że życie nabiera sensu.
Ostatnio Bimcia brała udział w sesji coachingowej, którą prowadziłam, siedząc razem z osobą coachowaną na kanapie, a właściwie spała. Czułam wyraźnie, że jej obecność dużo wnosi do procesu. Po sesji zażartowałam, że Bimcia była moją asystentką, a potem się poprawiłam, że było chyba odwrotnie. I wypadałoby przeznaczyć zapłatę za sesję na ulubione przysmaki Bimci, którymi są kości cielęce.
To, co się wydaje esencją skuteczności, zwykle nią nie jest, np. moja metodologia, narzędzia, których używam, słowa, które wypowiadam. To, co działa najsilniej istnieje poza słowami i jest to czuła obecność. Tej obecności można doświadczać międzygatunkowo właśnie. Moją nauczycielką i mentorką w tym zakresie jest Bimcia (hello!).
Wracając do Bimci, która skacze do liści. Z moich obserwacji wynika, że podąża ona wtedy za radością i lekkością, co sprawia, że jest ona szczęśliwym pieskiem, który często się uśmiecha. Podobno tej samej zasadzie podlega nasze życie?
Fot. ROD "Zorza", fot. Marcin Grabowski, 2022
Komentarze
Prześlij komentarz