Przejdź do głównej zawartości

Odcinek 6: pieski


Na Grochowie każdy pies ma swoją specjalizację: Gacek się uśmiecha i cienko szczeka, Diuna leży, Luna się zamyśla (choć w duszy marzy o takich trochę ostrzejszych zabawach), Wafel lubi mieć dużo piłek, najlepiej co tydzień inną, a Bimcia skacze do…

Aktualnie skacze do liści. Wygląda to tak, że wchodzimy w chmurę liści. Podrzucam je raz lewą, raz prawą nogą do góry, a ona je łapie w locie. Czasem wybija się w miejscu od wszystkich łap i robi pirueta w locie, a czasem bierze rozbieg i leci za liśćmi po łuku. Skacze naprawdę wysoko, wzbudzając często sensację zarówno wśród psów, jak i ludzi. Działalność Bimci nie polega jednak na zdobywaniu medalu za najwyższy skok, ona się po prostu bawi, czerpiąc z tego radość.

Zimą Bimcia skacze do śniegu, latem do wody. Próbuje łapać wodę na tej samej zasadzie co liście. Ma do tego okazję na wawerskiej działce ROD, gdzie woda tryska z gumowego węża zawieszonego wysoko na tyczce, albo w jeziorze – tylko do tego potrzebny jest człowiek, który chlapie wodą. Te skoki Bimci same w sobie są utopią, bo wiadomo, że nie da się złapać w pyszczek kropel wody, płatków śniegu lub liści. Chociaż liście bardziej, ale chyba nie chodzi o łapanie, a bardziej o latanie.

Ciekawe, że dziś w czasie porannego spaceru pomyślałam o psach oraz o ich rozróżnieniu na specjalności. Ciekawe, bo w Galerii Foksal jest wystawa, a tam też jest wilk – przodek psa. Z tym że jest zmartwiony, trochę załamany kondycją i decyzjami człowieka. Widzi, jak człowiek się zapędza w kozi róg, jak podejmuje złe decyzje i nie słucha dobrych rad czy wskazówek, żeby się zatrzymać, przestać sobie szkodzić. I to z jego perspektywy musi doprowadzić człowieka do katastrofy.

Wilk Tomasza Mroza jest jeszcze bardziej zantropomorfizowany niż pieski z Parku Znicza. Gdyby jednak odczłowieczyć go, to okazałoby się, że nie może on być pesymistą w żadnym temacie, ponieważ istnieje on w tu i teraz, a tylko dostęp do przeszłości i wyobrażenie przyszłości może prowadzić do wysnuwania pesymistycznych wizji na temat rzeczywistości.

Trudno zdobyć się na inną niż ludzka perspektywa, więc wyobrażamy sobie psa, który ma cechy ludzkie. A wyobrażenie sobie człowieka, który ma cechy psie? Wtedy na przykład moglibyśmy bez ograniczeń cieszyć się z tego, co mamy, kochać drugiego mimo wszystko (nawet jeśli niezbyt milusiński) oraz emanować dobroczynną energią, która koi, uspokaja i sprawia, że życie nabiera sensu.

Ostatnio Bimcia brała udział w sesji coachingowej, którą prowadziłam, siedząc razem z osobą coachowaną na kanapie, a właściwie spała. Czułam wyraźnie, że jej obecność dużo wnosi do procesu. Po sesji zażartowałam, że Bimcia była moją asystentką, a potem się poprawiłam, że było chyba odwrotnie. I wypadałoby przeznaczyć zapłatę za sesję na ulubione przysmaki Bimci, którymi są kości cielęce.

To, co się wydaje esencją skuteczności, zwykle nią nie jest, np. moja metodologia, narzędzia, których używam, słowa, które wypowiadam. To, co działa najsilniej istnieje poza słowami i jest to czuła obecność. Tej obecności można doświadczać międzygatunkowo właśnie. Moją nauczycielką i mentorką w tym zakresie jest Bimcia (hello!).

Wracając do Bimci, która skacze do liści. Z moich obserwacji wynika, że podąża ona wtedy za radością i lekkością, co sprawia, że jest ona szczęśliwym pieskiem, który często się uśmiecha. Podobno tej samej zasadzie podlega nasze życie?


Fot. ROD "Zorza", fot. Marcin Grabowski, 2022

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...