Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2019

Ciąg dalszy tego, co zaczęło się wczoraj

No więc cbecność szczura w pracowni nie dawała mi spokoju. Tym bardziej, że być może odcięłam mu drogę ucieczki, zasłaniając wentylator. W domu zastanawiałam się, czy ciągle tam jest, a jeśli tak to, co może jeszcze nawyrabiać. Następnego dnia, w drodze do pracowni Bima gryzła patyk i biegała nerwowo, a ja zastanawiałam się, czy dziś sobie pomaluję, czy może będę nurkować pod obrazami w poszukiwaniu szczura. Obrazy znowu powywalane. Te, które wczoraj malowałam, też. Pewnie szczur próbował wleźć z powrotem do wentylatora. Poczułam na ciele dreszcz, wyobrażając sobie, że gdzieś tu siedzi i jak ja go stąd wywabię? Zaczynam sprzątać i odstawiam powywalane sprzęty. Duże, zagruntowane, białe płótno leży na podłodze. Na jego powierzchni odcisnęły się kartki i papiery, które były pod spodem. Łapię za nie. Podnoszę. A tu nie szczur tylko...miejska łasica, a właściwie łasicze dziecko. Jest mała i brązowa. W pierwszej chwili zdębiała, ja zresztą też. A potem szu szu szu, szybko odskoczył...

Zaczyna się źle, a kończy jak zwykle dobrze

Idę ja do pracowni, świeci słońce, ludzie wychodzą z pracy do domu, piesek sobie biega. Już myślę co będę malować. Na a przede wszystkim, że napiję się mocnej pu-erh z cytryną, którą zagryzę ciasteczkiem migdałowym.  Cieszę się, że pies pamięta, które to drzwi. Otwieram, ale ona staje jak wryta, jakby zobaczyła ducha. Chodź mówię, a ona robi zwrot i odbiega do wyjścia. Dziwne. Przekroczyłam próg pierwsza, przez sekundę było jak zwykle, a potem szybko zorientowałam się, że coś jest jednak inaczej. Patrzę, że obrazy, które wisiały na ścianie pospadały. Może coś borowali, zatrzęsło się i powypadały gwoździe, a może w pomieszczeniu obok robili eksperymenty chemiczne, odwirowywali i to dlatego. Ale widzę, że obrazy z kupki po przeciwnej stronie z górnych rzędów leżą na podłodze, a niektóre bezładnie na moim krześle. Zauważam kolejne rzeczy na podłodze: farby, taker, taśmy i lampkę z wywalonym kloszem. Czyżby włamanie? Niee tam. Rozglądam się jak Sherlock w poszukiwaniu przyczyny. Wi...