Przejdź do głównej zawartości

Odcinek 9: Czarna pantera

Rano, kiedy zobaczyłam swoją stylówkę w lustrze: dopasowane czarne dżinsy oraz granatowy sweter kaszmirowy, gładko zaczesane włosy zaplecione w warkocz, powiedziałam do siebie: „Jestem czarną panterą”. Słowa jak to słowa, pomyślałam i ucieszyłam się ze swojej bogatej wyobraźni, która często meandruje w zaskakujących, niby od czapy, kierunkach.

Na tańcach u Magdy, kiedy miałyśmy wykonać dwuminutowy ruch-taniec, który podsumowywał naszą dotychczasową pracę z określaniem jakości ruchu opisanych przez Labana, postanowiłam, że ode-gram czarną panterę. Okazało się, że wyobraźnia, a wraz z nią czarna pantera, poprowadziły mnie do stworzenia całej choreografii. Obrazy czarnej pantery i jej zachowania przychodziły płynnie i bez wcześniejszego przygotowania. Wiedziałam tylko, od czego zacznę, a potem odtwarzałam coś, co płynęło z wyobrażenia energii i zachowań czarnej pantery. Głównym rekwizytem i punktem wyjścia był mój warkocz. Wyobraziłam sobie, że jest on jak ogon pantery. Poczułam, czym on dla niej jest: przedłużeniem jej ciała i czujką, pomaga jej w utrzymaniu równowagi, może też wyrażać emocje. Podążyłam za tą informacją poprzez ruch. Było też bezszelestne skradanie się, przyczajka i nagły, nie wiadomo skąd, atak, który wyraziłam gwałtownym padem.

Czarna pantera jest istotą trochę nierzeczywistą. Można by pomyśleć, że jest duchem. Wyłania się z ciemności i jest ciemnością jednocześnie. Porusza się w przestrzeniach, w których zmysły są bezbronne.
Pojawienie się pantery w moim życiu nastąpiło już jakiś czas temu. Myślę, że był to 2019 rok. Przyszła dwa razy we śnie. Kiedy opowiadałam o tym na kręgu u Konrada, było takie duże „wow”, że czarna pantera. Poczułam wtedy, że ona w świadomości ludzi budzących się istnieje jako królowa. I każdy by się chciał, oczywiście, spotykać z królową. Jest to naiwne myślenie, które obnaża tendencję ego do kontrolowania i tworzenia hierarchii: że pantera jest fajna, a mysz słaba.

Spotkanie się z królową ma przede wszystkim dużo obostrzeń. Ona zwykle jest wymagająca i stawia wysoko poprzeczkę. Tak też było w przypadku naszego pierwszego spotkania we śnie. Zinterpretowałam je wtedy jako pojawienie się mojej nieświadomości jako części energii psychicznej, do której nie mam dostępu. Ta część mojego potencjału psychicznego była zablokowana przez lęk przed odrzuceniem. Lęk był potężny.

A potem czarna pantera zmaterializowała się na obrazie, który namalowałam specjalnie na wystawę „Wiedźmy” w Innym Towarzystwie w 2023 roku. Kuratorką wystawy była Agata Groszek. Wystawa poruszała temat wiedźm i „wiedzenia”. Była trochę definicją tego, kim jest wiedźma. Dla mnie wystawa i prace na niej zgromadzone stanowiły również wypowiedź dotyczącą kobiecości oraz tego, jak jest ona postrzegana społecznie i kulturowo.
Moja pantera była zestawiona na wystawie z pająkiem Małgorzaty Markiewicz. W tym naszym pokoju było trochę jak w dżungli, istniejącej gdzieś w przestworzach przestrzeni ponadzmysłowej, bo pająk w czarno-białe zygzaki był przeskalowany do wielkości figury ludzkiej. Można było również obserwować wy-łonie-nie się pantery ze słońca.
Malowałam czarną panterę w czasie nowiu i w czasie zaćmienia słońca. Nigdy nie robiłam tak, żeby malować obraz w określonym, dedykowanym mu astrologicznie czasie. Sam proces powstawania obrazu był niezłym przelotem i podróżą do odleglejszych niż zwykle zakątków przestrzeni ponadzmysłowej. 

Czarna pantera brodzi na obrazie w wodzie, bo to wodny kot. Poprzez kolor futra oraz połączenie z wodą symbolicznie reprezentuje aspekt żeński. Pantera wyłania się ze słońca (nów), które na obrazie ukazane jest jako portal. Przedstawiłam ją na tle bujnej, nieziemskiej zieleni. W kompozycji pojawiają się również różnokolorowe, ciemne kropki. Kiedy malowałam, nie wiedziałam, czym one są. Dopiero z perspektywy czasu wiem, że to była zapowiedź pojawienia się Amanity w moim życiu.

In uterum, to wyrażenie oznaczające „w łonie”, przychodzi do mnie dziś, kiedy po dwóch latach opisuję ten obraz. Czarna pantera wyobraża wszystko stwarzającą ciemność łona, rozumianego jako czarna dziura, macierz (wszystko stwarzającą pustkę), ale też łono kobiety: ten pusty w środku, elastyczny narząd, który służy nie tylko jako dom dla dziecka. W wielu kulturach łono uznawane jest za portal oraz centrum, a właściwie epicentrum twórcze człowieka. Tak, mężczyźni też je mają. U kobiet działa ono silniej poprzez istnienie macicy.

Opisywanie elementów rzeczywistości przybliża je, pomaga nawiązać z nimi kontakt. I tak macica czy wyobrażająca ją czarna pantera stanowią teraz żywe obrazy w mojej świadomości. Mówiąc o macicy, od razu myślę o wizualizacji dna miednicy, którą widzę jako wielką misę. Chodzę sobie czasem po jej brzegach, żeby sprawdzić, jak ona wygląda i czy potrzebuje oczyszczenia, regeneracji. Ta część mojego ciała wyjątkowo lubi moją uwagę. Ćwiczenia mentalne łączę z dotykaniem brzucha. Czasem siadam sobie na dnie tej misy i marzę o tym, czego pragnę. To jest moje centrum stwarzania.

Wieczorem spotkałyśmy się z Agatą na herbacie w kawiarni Miau Grau. To chyba kocie miejsce? Rzeczywiście siedziałyśmy na piętrze kawiarni, której część była zaaranżowana na wielką klatkę. Siedziałyśmy w środku tej klatki razem z kotami. Kiedy zaczęłam opowiadać Agacie o tym, że dziś jestem czarną panterą, Agata nagle powiedziała: „Patrz, czarna pantera idzie do ciebie”. Po prawej stronie zobaczyłam zbliżającą się do nas czarną kocicę, która stanęła obok krzesła. Zorientowałam się, że chciała wejść na poduszkę, na której położyłam kurtkę. Zdjęłam kurtkę, a ona tam usiadła.
Słowa mają moc. 


Fot 1: Agata Groszek
Fot 2: Monika Waraxa, Czarna pantera w wodzie, 2023

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...