Większość szuka szczęścia. Życzymy go sobie na urodziny i od święta. Rzadko kto szczęściem nazywa to,
co ma o tu. Szczęście najczęściej bywa odległe. Planuje je się
z wyprzedzeniem i łączy z osiąganiem określonych celów takich
jak ukończenie szkoły, zamążpójście, narodziny dziecka,
osiągnięcie prosperity finansowej i spełnienia zawodowego. Bo na wszystko również na szczęście trzeba sobie zasłużyć i zapracować. Jednym słowem tak po protestancku się urobić. Jeśli coś przychodzi łatwo to jest to podejrzane, ale też irytujące, zwłaszcza dla Polaków.
Droga
do osiągnięcia szczęścia zwykle się więc dłuży. Jest również
usłana szeregiem wątpliwości. Główna z nich to ta, czy ono w ogóle istnieje? Wielu ludzi uważa, że na nie nie zasługuje
lub zasługuje na nie, ale dopiero kiedyś, niedługo, niebawem,
potem, w każdym razie nie teraz. I choć często mamy je w zasięgu
ręki, odraczamy je. Dobrze, tylko po co?
Greckie horor infiniti, określa przerażenie człowieka w obliczu nieskończoności, a pełnia szczęścia ją w sobie zawiera. Może więc to nie szczęście przeraża, tylko jego nieskończoność i wszechobecność?
Może to nie czas stoi na przeszkodzie do szczęścia, tylko przerażenie odczuciem jego pełni. Choć dąży się szczęścia, jego realna intensywność i wszechobecność mogłaby być trudna do zniesienia. Jednym słowem nie każdy by to wytrzymał.
Greckie horor infiniti, określa przerażenie człowieka w obliczu nieskończoności, a pełnia szczęścia ją w sobie zawiera. Może więc to nie szczęście przeraża, tylko jego nieskończoność i wszechobecność?
Może z tego powodu je sobie dozujemy? W powszechnej świadomości istnieje ono jako spełnienie, ale tylko w wybranej dziedzinie życia. W dodatku okupione ofiarą i poświęceniem. Jeśli osiągnie się sukces zawodowy, to już na pewno nie rodzinny. Jeśli bóg obrodzi w dzieciach to wiadomo, że czeka nas nudne życie, bez wyzwań zawodowych. Jesteśmy otoczeni przyjaciółmi i rodziną, to na bank nie znajdziemy partnera. Coś za coś. Ułamek szczęścia, którego zaistnienie dopuszczamy, idzie w parze z poczuciem, że jesteśmy nie dość dobrzy. I zawsze znajdzie się coś, co zrobimy nie tak, czyli źle. No a wtedy musi być kara. Natomiast pokuta może trwać latami.
Ciekawe, że w Polsce oprócz postawy pokutnika z
martyrologicznym zacięciem zaleca się nie dziękować, wtedy kiedy
ktoś życzy nam powodzenia i szczęścia, rzekomo, żeby nie
zapeszać. Zastanawiam się kto puścił taką radę w obieg i
dlaczego? Toż wiadomo wszem i wobec, że trzeba dziękować cały
czas, za wszystko. Wdzięczność to zachęta dla szczęścia.
Wdzięczność je przyciąga, ale i odczuwanie jej jest szczęściem
samym w sobie.
Zgodnie z tym co mówią psychologowie i kulturoznawcy, permanentnego szczęścia doświadczają tylko ci, którzy żyją zgodnie ze swoim powołaniem, realizując pasję, czyli talent. Wtedy praca jest synonimem szczęścia. I skoro wypełnia trzy czwarte życia, to znaczy, że jest wiele okazji do radości. Tu i teraz, a nie potem, na urlopie czy w czasie długiego weekendu majowego. Wtedy prawdziwe szczęście trwa i można go doświadczać każdego dnia, również w poniedziałek.
Szczęśliwość bez poczucia winy nauczyłam się od Chińczyków, mieszkając w Pekinie. Oni zamiast grzechów wyznają działanie. Wiedzą również jak delektować się chwilą. W czasie jednego z popołudniowych malatangów, który jadłam z koleżanką, stwierdziłam, że jest git. Koleżanka zawiesiła ruch pałeczek, a gruba kluska otoczona różnościami jakby przychyliła się do mojego stwierdzenia. Jak to? No jestem ładna, inteligentna, obdarzona talentami, otoczona przyjaciółmi i rodziną, jestem w Chinach, jeżdżę na hulajnodze, wdycham smog, kupuję pomelo, przepycham się ze staruszkami do wyjścia w autobusie, zastanawiam się czy wszyscy Chińczycy mają rzeczywiście małego? Nie mam więc na co narzekać, a wręcz przeciwnie. Kiedy przywołuję to wspomnienie sprzed kilkunastu miesięcy, czuję, że to właśnie wtedy odkryłam, czym jest szczęście i, że ja je mam. Od tamtego czasu odczuwam je coraz częściej i coraz mocniej. Czego i Państwu życzę! Naprawdę warto ruszyć w nieznane.
Monika Waraxa, 9.7.2018
![]() |
|
Pierwszy raz w rzece, Yunmeng Gorge, Chiny, 2016, fot. Ewa
Szkudelska
|

Komentarze
Prześlij komentarz