Przejdź do głównej zawartości

Mysza


Wczoraj nad Wisłą mysz polna.
Szaro–beżowa z brązową pręgą na grzbiecie, która od razu skojarzyła mi się z krzywizną życia.
Siedziała przy kępie trawy na brzegu rzeki, która buzowała błotnie mimo upałów. W cieniu drzew panował przyjemny chłód, podsycany wilgocią porannego deszczu. Mysz przystanęła w miejscu, dysząc. Nie bardzo przejęła się moją obecnością. Była bardziej skupiona na sobie. Wyglądała jakby chciało jej się pić. Możliwe też, że uciekała właśnie przed kołującym pod chmurą sokołem albo po prostu przeszła bardzo długą drogę z sobą samą.

Charles Bukowski uważał, że Myszka Miki nie ma duszy, źr. internet

Myszy występują licznie, szybko się rozmnażają, odnoszą się więc do żywotności i płodności. Są wszędzie, symbolicznie w wielu miejscach naraz, prawie jak bóg. Natomiast dla Chrześcijan mysz była brudasem oraz wyobrażała destrukcję i tchórzostwo.

Mysz żyje i porusza się przy ziemi wskazując tym na dobre uziemienie.
Ostatnio rozmyślam dużo o kobiecości. Przywołując mysią determinację, czujność, delikatność w połączeniu z siłą, która płynie w uważności i mądrym działaniu, definicja stworzyła się właściwie sama. 

Myszy są zapobiegliwe i bardzo skutecznie gromadzą zapasy. Co przywołuje temat naszych własnych zasobów: finansowych, energetycznych, emocjonalnych i fizycznych. Mysz pokazuje jak ważne jest umiejętne zarządzanie nimi. A polega to między innymi na tym, co i kogo dopuszczamy do siebie oraz ile dajemy innym.

Ostatnia wieczerza z filmu Dinner for Schmucks 

Monika Waraxa, 6.8.2018


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 7: interstellar na naszym niebie

Skoro mamy lecieć na spotkanie z 3I/ATLAS, to najpierw kotwiczka. W drodze do pracowni pojechałam na Wolumen, żeby kupić trochę kapusty kiszonej. Wzięłam nawet słoik. W czwartki targ jest okrojony do jednej alejki, ale pan z kapustą był. Poprosiłam o napełnienie słoika. Pan ułożył kapustę ściśle i metodycznie. To moja pierwsza kiszona kapusta w tym roku. Kupiłam też kilo pysznych śliwek i zaczęłam je jeść już po wyjściu z targu. Rzeczywiście były bardzo słodkie. W pracowni, tak jak zaplanowałam już w domu, zabrałam się do zrobienia kanapek z sardynkami. Kiedy nakładałam rybki na chleb, talerz spadł na lodówkę. Zahamowałam go rękawem swetra i na szczęście chleb i większość sardynek pozostały na talerzu. Gotowe kanapki zagryzłam kiszoną kapustą, która była pyszna, ale chyba zbyt słona. Po kanapkach zjadłam sałatkę owocową z jednej gruszki i trzech kiści działkowych winogron, które ku naszemu zaskoczeniu wciąż zdobiły pergolę przed działkowym domkiem na Wawrze. Były bardzo słodkie, ale cz...

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 5: koc, baran i księżyc

U mnie malowanie przeplata się z pisaniem i jest to przeplatanka niemożliwa, bo łączy ze sobą dwie różne przestrzenie. Pierwsza istnieje w świecie ponadzmysłowym, a druga w przestrzeni mentalnej, to znaczy wyjściowo, zarodkowo. Dzięki tej specyficznej formule materialnej, którą jestem, obie te przestrzenie materializują się: jedna jako obraz lub mural, a druga jako tekst. To tak wygląda, kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka. Kiedy lecę niżej lub, kiedy zupełnie wyląduję, uświadamiam sobie, że mieszkam na Grochowie i najwięcej czasu spędzam w kuchni. Aktualnie leżę pod kocem. Kot, którego wpuściła ciocia, koniecznie chciał leżeć ze mną. To znaczy, zastanawiam się, czy chodziło o mnie, czy raczej o koc, który lubi? Co lubi mój kot: mnie czy koc, a może mnie w zestawie z kocem? Siedzę na wersalce, która stoi w kuchni. Opieram się o ścianę i o „barana” – tak nazywam poduszki z owczej wełny. Leżę też zresztą na „baranie” – czyli kocu w zodiak, który dostałam od Renaty na nową drogę życi...