Przejdź do głównej zawartości

Feniks i smok


Mam takie różowe japonki, które kupiłam lata temu w szmateksie w Olsztynku. Spodobał mi się ich kolor, natomiast zupełnie nie zwróciłam uwagi na symbole, które były na nich wyszyte. Mimo, że klapki były ładne i nowe, właściwie ich nie nosiłam, bo pasek materiału uwierał mnie między palcami. Odłożyłam je do szafy, bo może kiedyś zacznę je nosić? I rzeczywiście było kilka prób. Najbardziej do ich używania zainspirował mnie kolega Japończyk. Wtedy nosiłam je po domu, do białych skarpet frotte. Po pewnym czasie okazało się jednak, że ta część tradycyjnego stroju japońskiego, w którym do twarzy zarówno dziewczętom jak i chłopcom z Kioto, w kontekście Chomiczówki była jakby mniej à propos.
Obuwie poleżało jeszcze kilka lat w zielonej szafie, w przedpokoju, gdyż podróżowałam. Po powrocie, kiedy robiłam rachunek rzeczy i przedmiotów, klapki pojawił się po raz kolejny w snopie mojej uwagi. Wyrzucić czy nie? Są właściwie nowe, ładne, no i ten optymistyczny kolor. Ale przecież prawie ich nie noszę? To znaczy nie nosiłam przez ostatnie lata. To co teraz zacznę?  Postanowiłam je mimo wszystko zatrzymać. Kilka dni temu, siedziałam sobie na podłodze, a klapki stały obok. I wtedy zobaczyłam wyhaftowanego na nich smoka i feniksa. Ta królewska para wypłynęła na wody mojej świadomości po latach jeżdżenia, robienia rzeczy, myślenia, czytania, poznawania, doświadczania, a co najistotniejsze zaznajamiania się z kulturą Chin. Wszystko razem zajęło mi około dziesięć lat, więc raczej żółwie tempo. Jednak przyswajanie i interpretowanie pewnych treści wymaga czasu i odpowiednich warunków. A przedłużająca się inkubacja tematu ładnie pokazuje trasę zmiany, która biegnie od punku A do punku B. Co jest koniec końców dosyć optymistyczne.


Monika Waraxa, Fenix, akryl, pł., 2017
W tradycji chińskiej smok to cesarz i zasada męska. Feniks to cesarzowa i zasada żeńska. Są to istoty fantastyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że są jednymi z najważniejszych bohaterów mitologii chińskiej, nie mówiąc o sile ich oddziaływania. 

Zanim milusia (tylko pozornie) panda stała się światowym symbolem Chin był nim smok. W naszej części świata kojarzy się on jednak demonicznie i krwiożerczo, trochę z diabłem, trochę z demonem, podobnie zresztą jak wąż. Pomysł podmianki okazał się być dobry, o czym może świadczyć fakt, że przez pekińskie zoo przewija się każdego dnia niezliczona ilość turystów z całego świata.

Smok zwykle przedstawiany jest w chmurach i często szuka tam perły. Feniks natomiast odradza się z popiołów, co odnosi się do cyklu narodzin i śmierci, który wiąże się z aspektem żeńskim. W sztuce chińskiej symbole często występują w parach, co odnosi się do pełni w łączeniu dualnych aspektów yin i yang. 

Smok (龙, lóng). W chińskiej mitologii jest ich dziewięć. Smoki różnią się od siebie funkcją i właściwościami magicznymi. Ogólnie rzecz biorąc przywoływanie smoka wzmacnia, dodaje odwagi oraz przynosi obfitość i pełnię. Ponadto symbolizował on wysoką pozycję społeczną, dlatego m.in.: zdobił szaty cesarza. Jego moc zawiera się w oddechu i zionie on nie tylko ogniem, ale i qi, czyli energią życiową. Ulubionym kierunkiem smoka jest wschód. Według geomancji w połączeniu z nim, jego wizerunek wspiera nowe początki.


Niebieski smok, (rzeka Odelite, Portugalia), fot. Steve Richards
Feniks (fèng ) to siła transformującej mocy ognia i odrodzenia, które następuje po śmierci, tej dosłownej, ale też tej symbolicznej. Może ona być doświadczana każdego dnia lub wtedy, kiedy napotyka się na trudności, bo one zawsze otwierają przestrzeń na nowe. Kierunkiem feniksa jest południe. Jest on życzliwy, o czym według Chińczyków świadczy to, że nie czyni krzywdy insektom. Poszczególne części jego ciała symbolizują cztery cnoty: prawość, słuszność, wiedzę oraz szczerość.

Smok i feniks w parze to nowy początek i dostatek. W Chinach pojawiają się często jako dekoracja weselna, mając zapewnić młodej parze szczęście i sukces finansowy. A u nas z tej okazji wiesza się w sali lub w namiocie ślubnym balony.
Natomiast w tym czasie ta królewska para siedzi mi na klapkach i robi swoje, nawet jak nie patrzę.

Monika Waraxa, 18.3.2018


The Dragon and the Phoenix
I own a smart pink flip flops, which I bought many years ago in a small second hand in Olsztynek, North-East of Poland. I liked its colour but I have noticed symbols embroidered on its soles only few days ago. Though the flip flops were brand new, I barely worn them. Mainly because the stripe of material pinched badly between my toes. I shelved them because I thought might ware them again one day. There were few attempts to wear them on regularly. Then I wore them to white socks.
Yet after a while it appeared that this piece of a traditional Japanese outfit, which suits so well young Japanese girls and boys from Kyoto worn in the context of Warsaws suburbs is not so nice after all. Flip flops sitted for few more years in my green cupboard, when I was travelling. After I came back I reviewed once again all of my stuff, so the pink flip flops came to my attention.
Shall I throw them away or not? They were barely worn, nice shoes in a very optimistic colour. But I don't wear them at all. So what, will it change now? After all, I decided to keep them. Few days ago, when I was sitting on the floor in my new apartment and the flip flops were next to me I suddenly spotted an embroidered dragon and phoenix. So this imperial couple fly on the waters of my consciousness only after years of travelling, doing things, thinking, reading, experiencing and what most importantly exploring Chinese culture.
All together took me about ten years, so it is rather slow mode. Although absorbing this much knowledge and experience needs time and proper conditions. It is all together rather optimistic.
In Chinese tradition the dragon represents the emperor and masculinity. Phoenix embodies the Empress and femininity. They are both fantastic creatures. It seems to not trouble Chinese at all.

Chinese came ahead the West so a mild (only seemingly) panda become a world wide known symbol of China, before the dragon paid this role. Yet, in our part of the world, the dragon is considered rather devilish and evil creature. The swop appeared to be good deal considering hundreds of tourists from all over the world visiting Beijing zoo.

Traditionally the dragon is presented in clouds and he very often searches for a pearl there. Phoenix on the other hand is reborn from ashes, which symbolizes cycle of life, and connected to female aspects. In Chinese art these two symbols appear as a couple. This is a symbol for the happy marriage but also refers to unity of yin and yang, female and male aspects.

The dragon (, lóng). In Chinese mythology there are nine dragons. They difference functions and magical properties. Generally speaking one should call the dragon to gain strength, courage and sense of abundance. Otherwise in the historical times the dragon symbolised high social status, so it always adorned the emperor's gourmets. His power is in his breath. Which consists of the qi. It is believed by Chinese to be life energy or life force. His favourite direction is East.

Phoenix (fèng ) it is a transformative force of the fire and rebirth after death, both an actual and symbolical. The second one could be a part of an everyday experience, especially when ones confront crisis, which usually brings about the new beginnings. Phoenix's direction is South. Chinese considered their to be benevolent as they make no harm to insects. His body parts symbolize integrity, rightness, knowledge and honesty.


Dragon and phoenix as a couple refer to the new beginnings and abundance. In China they are an element of a decorations for wedding ceremonies to provide happiness and financial success to a newly married couple. In Poland on the other hand wedding party venues are usually decorated with loosely balloons. Every country has its own customs.
As for me, the fantastic royal couple sits on my flip flops and do their magic even when I don't look.    






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...