Przejdź do głównej zawartości

Wodospad

Wodospad to rodzaj wody, z tymże specyficznej. Woda to ruch, a w tym przypadku jest on dosyć szybki, co kojarzy się z szeroko pojętą intensywnością. Woda to emocje, uczucia i wszystko, co nieuświadomione. Z jednej strony wodospad niesie ze sobą natężenie przeżyć i doznań, a z drugiej wskazuje na ruch i zmianę jako immanentną cechę rzeczywistości. Przykładowo w kontekście erotycznym wodospad reprezentowałby nawał pożądania i napięcia właściwie nie do wytrzymania.

Jego woda rozbija się o skały. Potężna moc łączy się z delikatnością, ukazując zdolność kochania i tworzenia, ale również niszczenia. Obie te części składają się na pełnię, z tymże tylko nieliczni ją wytrzymują i większość skupia się bardziej na niszczeniu lub tylko na tworzeniu.
Ze zwałami płynącej nieustannie wody łączy się bezpośrednio obfitość. A z obfitością branie i dawanie. Żeby tego doświadczać potrzebna jest otwartość. Łatwo przetestować jej poziom. Wystarczy wyobrazić sobie, że jest się w wodospadzie. A następnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy temu zanurzeniu towarzyszy przyjemność, czy raczej strach, że woda złamie kark lub posiniaczy ciało? Dyskomfort odczuwany w czasie podobnej fantazji, mógłby wskazywać na zachwianko i brak równowagi między braniem i dawaniem.
Woda to również zasada żeńska, emocje i odmęty nieświadomości, intuicja i cykliczność pór roku, przypływy i odpływy.

Claude Louis Chatelet, Pejzaż górski z jeziorem i wędkarzami, 1795
Wodospad to dobrze rozpoznany kulturowo i wdzięczny wizualnie symbol. Jest więc chętnie używany przez artystów, poetów i filmowców. W filmie Paterson (2014) Jima Jarmusha można go podziwiać lub napisać o nim wiersz. A jeśli druga osoba w tym samym czasie, w innym punkcie miasta wiesza na ścianie zdjęcie wodospadu, to to jest ewidentny dowód na synchronizację, która wyraża pogląd, że wszystko jest ze sobą połączone. Natomiast elementy rzeczywistości wpływają na siebie lub wzajemnie reagują tak, jakby były częściami jednego organizmu.
Temat tych harmonijnych pływów, które mogą kojarzyć się właśnie z wodą płynącego wodospadu, fascynował Junga na tyle, że włączył go do swojej metody badawczej, jako narzędzie do rozpoznawania niewidzialnych aspektów rzeczywistości i eksplorowania mocy psychicznych człowieka.

doktorjohn.com
Z wystawianiem się na jego wodę kojarzy się zdjęcie Mariny Abramović w białej szacie, zrobione w Brazylii, przy okazji powstawania filmu The Space in Between, 2016. Natomiast analogia z Pomnikiem Chrystusa Króla, 2010 ze Świebodzina, patrzącego na trasę szybkiego ruchu nasuwa się właściwie sama.

Marina Abramović, Wodospad, 2014, seria: stan Goias, fot. Marco Anelli
źródło: https://www.widewalls.ch/marina-abramovic-brazil-documentary/

Pomnik Chrystusa Króla, 2010, Świebodzin
Gest Chrystusa, który powtarza Marina Abramović odnosi się do przyjmowania i jest otwarciem się na obfitość życia. Symbolizuje również połączenie z boskim aspektem reprezentowanym przez nieboskłon sam w sobie. Ten sam gest przedstawia runa Algiz, której głównym przesłaniem byłoby proste, acz dobitne: 'sięgaj do gwiazd'.


Runa Algiz, rys. MW



Monika Waraxa 29.11.2017






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 7: interstellar na naszym niebie

Skoro mamy lecieć na spotkanie z 3I/ATLAS, to najpierw kotwiczka. W drodze do pracowni pojechałam na Wolumen, żeby kupić trochę kapusty kiszonej. Wzięłam nawet słoik. W czwartki targ jest okrojony do jednej alejki, ale pan z kapustą był. Poprosiłam o napełnienie słoika. Pan ułożył kapustę ściśle i metodycznie. To moja pierwsza kiszona kapusta w tym roku. Kupiłam też kilo pysznych śliwek i zaczęłam je jeść już po wyjściu z targu. Rzeczywiście były bardzo słodkie. W pracowni, tak jak zaplanowałam już w domu, zabrałam się do zrobienia kanapek z sardynkami. Kiedy nakładałam rybki na chleb, talerz spadł na lodówkę. Zahamowałam go rękawem swetra i na szczęście chleb i większość sardynek pozostały na talerzu. Gotowe kanapki zagryzłam kiszoną kapustą, która była pyszna, ale chyba zbyt słona. Po kanapkach zjadłam sałatkę owocową z jednej gruszki i trzech kiści działkowych winogron, które ku naszemu zaskoczeniu wciąż zdobiły pergolę przed działkowym domkiem na Wawrze. Były bardzo słodkie, ale cz...

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 5: koc, baran i księżyc

U mnie malowanie przeplata się z pisaniem i jest to przeplatanka niemożliwa, bo łączy ze sobą dwie różne przestrzenie. Pierwsza istnieje w świecie ponadzmysłowym, a druga w przestrzeni mentalnej, to znaczy wyjściowo, zarodkowo. Dzięki tej specyficznej formule materialnej, którą jestem, obie te przestrzenie materializują się: jedna jako obraz lub mural, a druga jako tekst. To tak wygląda, kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka. Kiedy lecę niżej lub, kiedy zupełnie wyląduję, uświadamiam sobie, że mieszkam na Grochowie i najwięcej czasu spędzam w kuchni. Aktualnie leżę pod kocem. Kot, którego wpuściła ciocia, koniecznie chciał leżeć ze mną. To znaczy, zastanawiam się, czy chodziło o mnie, czy raczej o koc, który lubi? Co lubi mój kot: mnie czy koc, a może mnie w zestawie z kocem? Siedzę na wersalce, która stoi w kuchni. Opieram się o ścianę i o „barana” – tak nazywam poduszki z owczej wełny. Leżę też zresztą na „baranie” – czyli kocu w zodiak, który dostałam od Renaty na nową drogę życi...