Przejdź do głównej zawartości

Krzemień pasiasty mamy wyjątkowo ładny

Chciałabym dostać swój pierwszy naszyjnik z krzemienia pasiastego na komunię. Ale w zamian za to dostałam haftowaną serwetkę w bratki od babci oraz Krzyżaków, w dwóch tomach, wydanych odświętnie w bordową à la skórę. 
Natomiast naszyjnik otrzymałam całkiem niedawno, w podziękowaniu za oprowadzanie po Pekinie. To znaczy młodzież sama się oprowadzała. Naszyjnik dostałam więc niezasłużenie.

Jak podaje Dziennik Zachodni w skąpej notce z 2011 roku, Victoria Beckham uwielbia ozdoby z tego minerału. Trudno jednak powiedzieć, czy to się jakoś przekłada na jego realną popularność, oby nie.

Mineralnym synonimem chińskości jest jadeit. Czy dla Polaków tym samym mógłby być krzemień pasiasty? Jest unikatem i znaleźć go można tylko w Górach Świętokrzyskich, m.in.: w słynnych Krzemionkach Opatowskich, gdzie znajduje się kopalnia z epoki brązu (2000-4000 p.n.e.), w której do dziś prowadzi się badania. Można ją również zwiedzać.

Czy jednak krzemień pasiasty wyraziłby dobrze polskość? W końcu nasz towar eksportowy– bursztyn to krew drzew. U nas lubi się jak coś jest dramatyczne, więc akurat. Krzemień pasiasty może i jest białym krukiem wśród minerałów, ale wymowę ma już inną i nie tak wyrazistą.
Gdyby jednak wyobrazić sobie, że reprezentuje nas na arenie międzynarodowej faktura i struktura jego linii mogłaby odwoływać się do złożoności naszej przeszłości, z nieoczywistymi i często dyskusyjnymi posunięciami politycznymi.

Zakres kolorystyczny wyszlifowanego już kamienia to złamane biele, które swoją miękkością przywołują motek kremowej włóczki z angory. Miejmy nadzieję, że nie okupionej cierpieniem królików? Ciemniejsze warstwy przypominają odcienie beżowych swetrów, noszonych przez Anglików klasy średniej. Natomiast jego najciemniejsze fragmenty to kolor za słodkich lodów kawowych Grycana, popijanych słabą latte. Nieobrobiony nie jest zbyt spektakularny. Jasny beż nieobrobionego kamienia przypomina umaszczenie pyska siedemnastoletniej jamniczki, która wstaje z posłania tylko na szybkie siku, ale i to nie zawsze.

źródło: http://www.krzemienie.pl/krzemien_p

Krzemień pasiasty można kupić w formie biżuterii. Na targach minerałów jest wielu sprzedawców, którzy mają go w swoim asortymencie. W ofercie są też prostokątne płytki z krzemienia, których dłuższy bok może mieć nawet do dziesięciu centymetrów. Nic tylko oprawić w ramkę i powiesić na ścianie w kuchni, łazience, czy w przedpokoju. Wielu gości będzie myślało, że spektakularne dzieło natury to mineralny konglomerat wykonany przez designera młodego pokolenia, który oprócz praktyczności, równie mocno ceni sobie walory estetyczne.

Kamień łączy się dosłownie z ziemią, bo zawiera tlenek krzemu, który jest składnikiem zarówno żółtego piasku wydm, jak i urodzajnego czarnoziemu.
Historycznie łączy się z relatywnie wczesnymi dziejami człowieka. Co nie jest 
bez znaczenia w kontekście rozwoju cywilizacyjnego i jego szerokiego zastosowania, jako podpałki, czy narzędzi służących do pracy na roli, ale również do zabijania. 

Starożytni uważali go za minerał o właściwościach ochronnych. Wykonane z niego figurki oraz groty skał używane były w obronie przed złymi mocami. W dawnych czasach wierzono, że krzemień może chronić domostwo przed uderzeniami piorunów.Współcześni wytwórcy biżuterii z tego kamienia zachwalają jego właściwości harmonizujące i uspakajające. Z bardziej specyficznych przeznaczeń, zaleca się stosowanie go w okresie menopauzy, na bóle głowy, czy na niedomagające nerki. Kamienie można nosić w formie biżuterii lub jako mały kamyk w kieszeni. Jeśli oczekuje się bardziej spektakularnego działania, trzeba go przykleić bezpośrednio do ciała, najlepiej zwykłym plastrem, do kupienia na metry w każdej aptece. Można też otaczać się krzemieniem pasiastym ze względu na jego walory estetyczne, uznając zasadę, że to, co nam się podoba może zadziałać harmonizująco.
W środowisku ludzi widzących rzeczywistość inaczej, uważa się, że wspiera on nawiązanie kontaktów z wróżkami i duchami natury. Jako nieprzezroczysty związany jest z materią, działa więc najmocniej na ciało fizyczne, wspierając jednocześnie materializację marzeń. Wzmacnia optymizm, pogodę ducha, wycisza.

Mi płynność jego linii kojarzy się z falą na niezbyt wzburzonym morzu. 

Monika Waraxa, Krzemień pasiasty, akryl/płótno, 2017



Monika Waraxa, 17.1.2018





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 7: interstellar na naszym niebie

Skoro mamy lecieć na spotkanie z 3I/ATLAS, to najpierw kotwiczka. W drodze do pracowni pojechałam na Wolumen, żeby kupić trochę kapusty kiszonej. Wzięłam nawet słoik. W czwartki targ jest okrojony do jednej alejki, ale pan z kapustą był. Poprosiłam o napełnienie słoika. Pan ułożył kapustę ściśle i metodycznie. To moja pierwsza kiszona kapusta w tym roku. Kupiłam też kilo pysznych śliwek i zaczęłam je jeść już po wyjściu z targu. Rzeczywiście były bardzo słodkie. W pracowni, tak jak zaplanowałam już w domu, zabrałam się do zrobienia kanapek z sardynkami. Kiedy nakładałam rybki na chleb, talerz spadł na lodówkę. Zahamowałam go rękawem swetra i na szczęście chleb i większość sardynek pozostały na talerzu. Gotowe kanapki zagryzłam kiszoną kapustą, która była pyszna, ale chyba zbyt słona. Po kanapkach zjadłam sałatkę owocową z jednej gruszki i trzech kiści działkowych winogron, które ku naszemu zaskoczeniu wciąż zdobiły pergolę przed działkowym domkiem na Wawrze. Były bardzo słodkie, ale cz...

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 5: koc, baran i księżyc

U mnie malowanie przeplata się z pisaniem i jest to przeplatanka niemożliwa, bo łączy ze sobą dwie różne przestrzenie. Pierwsza istnieje w świecie ponadzmysłowym, a druga w przestrzeni mentalnej, to znaczy wyjściowo, zarodkowo. Dzięki tej specyficznej formule materialnej, którą jestem, obie te przestrzenie materializują się: jedna jako obraz lub mural, a druga jako tekst. To tak wygląda, kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka. Kiedy lecę niżej lub, kiedy zupełnie wyląduję, uświadamiam sobie, że mieszkam na Grochowie i najwięcej czasu spędzam w kuchni. Aktualnie leżę pod kocem. Kot, którego wpuściła ciocia, koniecznie chciał leżeć ze mną. To znaczy, zastanawiam się, czy chodziło o mnie, czy raczej o koc, który lubi? Co lubi mój kot: mnie czy koc, a może mnie w zestawie z kocem? Siedzę na wersalce, która stoi w kuchni. Opieram się o ścianę i o „barana” – tak nazywam poduszki z owczej wełny. Leżę też zresztą na „baranie” – czyli kocu w zodiak, który dostałam od Renaty na nową drogę życi...