Przejdź do głównej zawartości

Październik miesiącem wrony, listopad też


Krucza sukienka, Alexander Mcqueen, źr. internet

Idę ja sobie rano z Wierzbna ulicą Pilecką i nagle zza gęsto zaparkowanych samochodów dobiega mnie stukot. Podchodzę bliżej, a na środku jezdni siedzi wrona, która zamiast
w zwyczajowego orzecha lub kasztana wali dziobem w plastikową butelkę. Nie zwraca uwagi, ani na rodziców ciągnących dzieciary do przedszkola, ani na świeżo umytych
i naperfumowanych pracowników okolicznych korporacji.
Dziobała w plastik, bo spodziewała się wydobyć z butelki resztki napoju. Jakoś zawsze wyobrażałam sobie, że krukowate wolą pokarmy stałe, a może to chodziło o rozrywkę? Wrona złapała pojemnik dziobem i podleciała na chodnik. Przechodząc obok niej zobaczyłam, że to opakowanie po napoju Milky Way – Droga mleczna – i rozbłyski od rana. Świetnie. Zdjęcie. Szybko, szybko. I dupa! Za daleko nie widać napisu, to znaczy galaktyki. Wrona łapie butelkę za gwint i odfruwa z dziobem przedłużonym o Drogę mleczną. A było tak blisko. Jak zwykle trzeba prędzej decydować, bo to wahanie myli nie tylko zwierzęta, ale i ludzi.

https://wordlesstech.com/great-milky-way-photography/

Przypominam sobie jej aksamitno-czarny łeb, który odcinał się od nabłyszczanych skrzydeł, przez to jeszcze bardziej grafitowych, tworząc ładny zestaw z popielatym brzuchem. 
Wrona siwa, choć pospolita, jest spokrewniona z krukiem o szlacheckim pochodzeniu.
W mieście kojarzy się źle, bo grzebie po śmietnikach. Wydaje się być brudna, hałaśliwa
i nie dodaje uroku zwłaszcza odleglejszym dzielnicom Warszawy takim jak Wawer, Wawrzyszew, czy Wola. W dodatku w okresie lęgowym potrafi pogonić przechodniów. 

Tak jak wszystkie krukowate ma zacięcie lingwistyczne. Mój pies, który lubi je pogonić, potem jest zawsze opieprzony za naruszenie spokoju z pobliskiej brzozy. Wrony działają trochę jak sygnalizatory, podobnie do sójek w lesie. W mieście, często przy ujęciach wody zdrojowej można obserwować pasące się razem kaczki, kawki i gołębie. Wrony ostrzegają inne ptaki przed intruzem, którym może być zarówno człowiek jak i pies, a rzadziej kot. 

Wrona jest strażniczką wiedzy tajemnej. Często tak jak ta z Pileckiej udaje, że wychodzi naprzeciw, że chce poopowiadać i odlatuje w ostatniej chwili, urywając zdanie w pół. Taki psikus. Gdyby wyobrazić sobie, że zwierzęta mają poczucie humoru, ona byłaby wytrawnym kawalarzem, żonglującym nomen omen sucharami jak rzadko kto.

Krukowate jako padlinożercy były czyścicielami pól bitewnych, dlatego dzisiaj kojarzą się cmentarnie. Symbolicznie łączy w sobie życie i śmierć. Jest więc panią czasu. To zwierzę solarne, przypisane Apollinowi. Okazuje się, że przyśmietnikowa wrona to tak naprawdę boski posłaniec.
W Kyoto wrony polują na myszy, a worki ze śmieciami zabezpiecza się przed nimi specjalną siatką, żeby nic nie wydziobywały. Jako bystrzy obserwatorzy są dobrymi strażnikami tamtejszych parków i ogrodów zen. 

Ludzie wrony nie boją się ciemności, razi ich dwulicowość i plotkarstwo. Są erudytami, ale dzielą się swoją wiedzą tylko z wybranymi osobami. Są dyskretni i godni zaufania. Lubią robić psikusy i żarty.


Brat wrony kruk jako diabelski pomiot, źr. internet

Asystują szamanom w uwalnianiu karmicznych obciążeń. Wzywaj wronę na pomoc
w odsłanianiu tego, co zakryte i niejasne. Pomoże ci przyjrzeć się rzeczom i sytuacjom, na które nie chcesz patrzeć, a nawet przytrzyma ci łeb, żebyś na pewno zobaczył to, co masz zobaczyć. Trochę przegapiłam moment, bo wczoraj była pełnia. Dobry czas na współpracę
z wroną. To może następnym razem?
Jeśli jednak nie jesteś miejskim szamanem i obce ci jest ezoteryczne mumbo–jumbo, to nawet lepiej.

Monika Waraxa



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...