Przejdź do głównej zawartości

Rycerz

This above all: to thine own self be true, 
And it must follow, as the night the day, 
Thou canst not then be false to any man.
Poloniusz w Hamlecie

Czytam Jerzego Stempowskego. Oprócz opisów Warszawy spod zaborów i brązowych fasad pałaców, dekorowanych złotymi kopułami na modłę prawosławną, jest też o Europie z czasów I i II wojny. Stempowski dużo podróżował (uciekał) i chętnie to opisywał. Na łamach tych ciekawych opowieści przewijają się spostrzeżenia, dotyczące ogólnej postawy. Szczególnie zaintrygowało mnie to o życiu w odwadze i zgodnie z zasadami – prosto z Hamleta. To bardzo rycerskie. Ale kto dziś tak robi?

Świat rzadko bywa zły i nieprzyjazny, choć często taki się wydaje. Czasem miłe zaskoczenia rodzą się z trudności. Taki paradoks: w braku i smutku rozwija się radość i miłość. Marzy mi się, żeby ludzie wreszcie się odważyli i wskoczyli do tego nieskończonego oceanu możliwość, w którym wszystko i wszyscy są połączeni, żeby w nim zanurkowali albo chociaż zanurzyli w nim rękę, stojąc na brzegu.
To się opłaci. Największy uzysk to ufność i wsparcie: mistrzów duchowych, babci czarownicy, dziadka i jego braci, co mieli dłonie jak bochny chleba, zwierząt mocy, bardzo dawnych krewnych i wielu innych. Patrzą i wspierają, żeby się udało, żeby można było posmakować tego, czego oni nigdy nie doświadczyli. Czasem nawet ma się wrażenie, że mówią: dawaj, dawaj!

Kmicic, źr. internet
Ostatnio ocean wyrzucił mi na brzeg jednego takiego. Jest jak bardzo daleki krewny, a czas zamienił go w archetyp rycerza. Zobaczyłam go w dziwnym momencie jego życia. Stał za drewnianym ogrodzeniem, na pustym podwórcu i cierpiał. Cały aż się palił do walki, ale oprócz niego nie było tam nikogo. Po prostu Kmicic bez Wołodyjowskiego, a w dodatku padał na niego deszcz – co za rozpacz.
Archetyp rycerza to destylat działania i docierania do celu, czasem po trupach, czasem siecząc, zdobywając, galopując, biorąc jeńców, przy dużym poziomie okrucieństwa.
Jego celem jest służenie wzniosłym ideałom (tak przynajmniej myśli, zanim się dowie, że prawdziwie można służyć tylko sobie).
Teoretycznie mógłby rozwalić mieczem wszystko i zdobyć wszystko, ale tu i teraz, nie ma za co się złapać. Jego zatrzymanie, a a potem zawieszenie, trwało przez setki lat. Opuszczony przez wszystkich, zakleszczony w swojej dumie i udręczony brakiem celu. Minęło dużo czasu, zanim przestał się nad sobą użalać. Najpierw sobie popłakał, wzywał Boga, wznosząc swe silne ramiona do nieba, wielokrotnie zadał też odwieczne pytanie: dlaczego ja oraz po coś mi to uczynił. Kiedy już dobrze zatopił się w tej beznadziei i unurzał w błocie jak świnka, przyszedł do niego impuls. Nie wiadomo skąd – od słońca, które właśnie zaczęło przeświecać przez chmury, od Boga, czy może dostał  go od samego siebie? Poczuł nadzieję, a potem usłyszał swój oddech i to, że bije mu serce.  Nie wiem czy po tym, jak doznał oświecenia, miał jeszcze jakichś przeciwników? Być może już ich nie potrzebował. W każdym razie ulga była wyraźnie wyczuwalna. 
Serce otwarte na innych, nawet tych najbardziej wkurwiających, szczególnie na nich. To odwaga mówienia rzeczy trudnych i nieprzyjemnych, wyznanie komuś swoich prawdziwych uczuć, spotkanie się z kimś ważnym. To jest prawdziwa odwaga.

Rycerz po tej zawieszce, stał się prawdziwym rycerzem.  Jeszcze bardziej męskim, trochę też zaklinaczem koni i jeszcze lepszym jeźdźcem. Ma potężną wiedzę o ludziach. Zna ich najskrytsze słabości. Już nie musi wyprawiać się na wojnę. Jest człowiekiem zasad i chroni to, co delikatne i niewinne również w sobie.
Umie tak przypierdolić, że zabije jednym ciosem, ale na każdą zaczepkę odpowiada: bądź zdrów człowieku, idź swoją drogą. Ten rycerz opowiedział mi o spełnieniu i o potędze miłości...
This above all.

Monika Waraxa, 21.3.2019

Robin Hood, Ridley Scott, źr. internet

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...