Przejdź do głównej zawartości

Sowa


Na chaos zawsze przyjdzie czas. Na razie trzeba porządkować motywy i sytuacje, a potem zastanowić się, co one mówią. Widuję ją w formie nadruków, etykietek na torbach, plakatach, natomiast omija moje sny. Można by pójść tropem magicznym i stwierdzić, że to znak, albo podejść do tematu bardziej pragmatycznie i uznać, że skoro coś się wydarza, to po coś, a nie, jak chcą zwolennicy entropii, tak tylko od czapy.


Bob Harris, źr. internet

Sowa, a przed nią inne zwierzęta, pojawiały się w moim życiu, żeby zasygnalizować to i owo. Dlaczego akurat zwierzęta? Nigdy nie byłam ich wielką miłośniczką. Nie ekscytowała mnie ich obecność. Jako właścicielka psa, dopiero po mniej więcej roku nauczyłam się, że można go głaskać i jest to przyjemne.

Mówi się, że pierwsze lata życia kształtują najsilniej. Podobno to jest kwestia częstotliwości fal mózgu, która pozwala intensywnie przyswajać to, co jest wokół. Do szóstego roku życia mieszkałam na wsi pod Bydgoszczą. W Janowie, oprócz kilkunastu gospodarstw, był sklep i świetlica. Był też las, który zaczynał się na skraju naszego pola. Mój ojciec jest wielkim miłośnikiem przyrody. Kiedy byłyśmy małe, ciągał nas tam na spacery, przy każdej okazji i w każdych warunkach pogodowych. Nie wiem, jak często tam chodziliśmy, ale na tyle często, że mam z tych eskapad bardzo dużo wspomnień. Co jest dosyć niezwykłe, zważywszy, że z całego dzieciństwa, a nawet z czasów podstawówki, pamiętam niewiele.

Ojciec nauczył mnie szacunku do przyrody: Tego, że w lesie trzeba być cicho, że jak się zrobi kupę, to się ją zakopuje i że nie wolno nic zrywać, nawet jak kwiatek się bardzo podoba. Jego specjalnością było zagadywanie ptaków. Gwizdał, a one mu odpowiadały. To łażenie przez chaszcze było dla mnie normalką, tak jak dla innych dzieciaków chodzenie na zajęcia plastyczne do domu kultury albo nauka języków obcych. Nasączałam się przyrodą i słuchałam opowieści o wyjątkowych przyjaźniach pomiędzy człowiekiem i zwierzętami. Ojciec darzył wyjątkową estymą wilki (Biały kieł). Lubił też kruki. Mówił, że są bardzo mądre, i dopowiadał (ale to już później), że w wojsku miał pseudonim Kruk. Miałam wrażenie, że ma więcej cierpliwości do zwierzaków niż do ludzi i to z nimi czuje się lepiej i swobodniej. Zawsze marzył o tym, żeby mieszkać w drewnianej chatce w lesie.

Potem wyjechaliśmy do Olsztynka. Ja poszłam do szkoły i trochę zapomniałam o naturze, choć nadal była blisko: jeziora, te sprawy. A teraz po latach to wszystko wraca i spotkanie z kowalikiem lub dzięciołem w Lesie Bielańskim jest dla mnie wydarzeniem, jeśli nie roku, to na pewno kwartału.

W zeszłą sobotę spotkałyśmy się w psim gronie: koledzy i koleżanka Bimki oraz kilka dziewczyn. Magda opowiadała o ludziach, którzy mają uszkodzoną część mózgu i choć widzą tylko fragment obrazu, to działająca część mózgu dopowiada im to, czego nie widzą, czy coś takiego. Potem mówiła o tym, jak widzi sowa, że ma bardzo ruchome oko, bo właściwie nie schyla głowy. Następnego dnia, szukając informacji o Atenie, bo ona przychodzi do głowy jako dość oczywiste skojarzenie z sową, przeczytałam na jakimś portalu, że siedziała na jej lewym ramieniu i była sztucznym okiem bogini. Nie wiem, czy to fantazja, czy tak rzeczywiście było. Sowa widzi więcej, podpowiada, prowadzi, mówi, tłumaczy, objawia, odsłania to, co ukryte, a co ważniejsze, zwraca uwagę na inne rzeczy niż my. Ta perspektywa jest specyficzna i pozwala widzieć pełniej rzeczywistość. Sowa w wielu tradycjach związana jest z kobietami, które wiedzą. Może więc kojarzyć się z dostępem do arkanów wiedzy tajemnej, może nawet zakazanej.

To, co mnie najbardziej fascynuje w sowach, to to, że po pierwsze mogą kręcić łbem dookoła szyi, a po drugie, że cicho latają. Wajrak opowiadał o tym, jak obserwował puszczyka uralskiego, który, choć stosunkowo duży, przelatywał między gęstymi gałęziami drzew właściwie bezszelestnie. Ta umiejętność kojarzy mi się z pojawianiem się i znikaniem, a nawet z teleportacją, bo można powiedzieć, że sowa pojawia się znikąd. Poza tym jest drapieżnikiem i nie jest wcale milusia. No i to jest kontrowersja, którą trzeba uznać, jeśli jest się częścią natury. Chyba że ktoś nie jest.

Sowa prowadzi nocny tryb życia. Może dlatego wyobrażano ją sobie jako posłanniczkę śmierci. A jej pojawienie się uznawano za zły znak. Śmierć to może być rzeczywiście ostateczny koniec, ale też przejście: nowy etap i, jak to mówi młodzież, update systemu. Ma się wrażenie, że człowiek teraz rozwija się szybciej i weryfikuje swoje postępowanie, a przynajmniej ma do tego narzędzia: wiedzę z zakresu socjologii, psychologii, a nawet ezoteryki. Może nurkować w tym oceanie wiedzy do woli, zmieniać się i naprawiać to, co jego rodzice tylko przeczuwali, a dziadkowie zupełnie przeoczyli.

Sowią sekwencję kilkanaście miesięcy temu rozpoczęła moja siostra Paulina, która wróciła z żagli w Grecji i przywiozła mi przycisk do papieru. Jest na nim wytłoczony jej wizerunek, wzorowany na antycznej monecie. Pora przysłuchać się temu, co chce mi powiedzieć. Mam wrażenie, że to będzie dużo.


5.3.2019

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 7: interstellar na naszym niebie

Skoro mamy lecieć na spotkanie z 3I/ATLAS, to najpierw kotwiczka. W drodze do pracowni pojechałam na Wolumen, żeby kupić trochę kapusty kiszonej. Wzięłam nawet słoik. W czwartki targ jest okrojony do jednej alejki, ale pan z kapustą był. Poprosiłam o napełnienie słoika. Pan ułożył kapustę ściśle i metodycznie. To moja pierwsza kiszona kapusta w tym roku. Kupiłam też kilo pysznych śliwek i zaczęłam je jeść już po wyjściu z targu. Rzeczywiście były bardzo słodkie. W pracowni, tak jak zaplanowałam już w domu, zabrałam się do zrobienia kanapek z sardynkami. Kiedy nakładałam rybki na chleb, talerz spadł na lodówkę. Zahamowałam go rękawem swetra i na szczęście chleb i większość sardynek pozostały na talerzu. Gotowe kanapki zagryzłam kiszoną kapustą, która była pyszna, ale chyba zbyt słona. Po kanapkach zjadłam sałatkę owocową z jednej gruszki i trzech kiści działkowych winogron, które ku naszemu zaskoczeniu wciąż zdobiły pergolę przed działkowym domkiem na Wawrze. Były bardzo słodkie, ale cz...

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 5: koc, baran i księżyc

U mnie malowanie przeplata się z pisaniem i jest to przeplatanka niemożliwa, bo łączy ze sobą dwie różne przestrzenie. Pierwsza istnieje w świecie ponadzmysłowym, a druga w przestrzeni mentalnej, to znaczy wyjściowo, zarodkowo. Dzięki tej specyficznej formule materialnej, którą jestem, obie te przestrzenie materializują się: jedna jako obraz lub mural, a druga jako tekst. To tak wygląda, kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka. Kiedy lecę niżej lub, kiedy zupełnie wyląduję, uświadamiam sobie, że mieszkam na Grochowie i najwięcej czasu spędzam w kuchni. Aktualnie leżę pod kocem. Kot, którego wpuściła ciocia, koniecznie chciał leżeć ze mną. To znaczy, zastanawiam się, czy chodziło o mnie, czy raczej o koc, który lubi? Co lubi mój kot: mnie czy koc, a może mnie w zestawie z kocem? Siedzę na wersalce, która stoi w kuchni. Opieram się o ścianę i o „barana” – tak nazywam poduszki z owczej wełny. Leżę też zresztą na „baranie” – czyli kocu w zodiak, który dostałam od Renaty na nową drogę życi...