Brzmi trochę jak epidemia nieznanej choroby, związana z wiosennym przesileniem albo jakiś blamaż.
W Warszawie sakura to jest gabinet akupresury oraz osiedle mieszkaniowe między Włochami a Ursynowem.
Przy Placu Grunwaldzkim rośnie wiśnia, która wczoraj rozkwitła. Jest biała, a nie różowa jak te japońskie i pachnie słodko. Jak się wsadzi łeb w jej kwiaty, to można zwariować od idylli doznań. Miodowo-kwietny zapach kładzie się grubym woalem na nosie i wchodzi przez usta do gardła. Jest to bardzo przyjemne.
Dzisiaj rano, idąc z psem na spacer zorientowałam się, że drzewko dogoniło forsycje, które zaczęły kwitnąć już dwa tygodnie temu (tak około, dokładnie nie pamiętam). Ten biały wiśniowy wygląda jakoś dostojniej i bardziej odświętnie, niż żółte kwiaty krzewów, które rosną wzdłuż naszego bloku. Może za dużo tego kwiecia i od razu się myśli, że to jest jakieś mniej wartościowe. A bujna wiśnia jest tylko jedna w zasięgu wzroku. I rzeczywiście. Idąc na górki z psem, zobaczyłam dziewczynę, która instagramowała wiśnię. Wsadziła swój telefon komórkowy głęboko, między gałęzie i fociała. Przypomniała mi się Japonia i teleobiektywy w kwiatach. Było ich tyle, że prawie zasłaniały kwitnienie.
Moja pierwsza sakura była trzy lata temu w Tokyo. Sam początek kwietnia. Pojawiły się już pierwsze kwiaty, ale nie można było powiedzieć, że to szczyt rozkwitu. I to jest właśnie to ryzyko, które wiąże się z jechaniem do Japonii i oglądaniem wiśni. Różne serwisy to co prawda prognozują (im dalej na północ tym czas kwitnienia przesuwa się od marca do maja), ale nigdy nie wiadomo.
W japońskich parkach odbywają się pikniki pod kwitnącymi wiśniami. Japończycy celebrują przemijanie. Bo o nie tu chodzi. Ulotność wszystkiego, co jest. Puf jeden powiew wiatru i płatki wiśni spadają na ziemię.
To wiadomo, większość wie, że najpierw są pąki, potem rozkwitają, a potem opadają płatki. Jednak za każdym razem oglądanie tego widowiska kryje w sobie element zaskoczenia i jakiejś dziwnej fantazji, że skoro kwiaty wyglądają tak bujnie, to może ich płatki jednak nie opadną. Pamięta się tę lekcję do następnego razu, kiedy za rok, na drzewie wiśni zawiążą się kolejne pąki, a wtedy mimo całej wiedzy dotyczącej zakwitania i opadania płatków, ten kolejny raz również będzie zaskoczeniem. Jak to i znowu opadły? Tyle razy opadały!
No a dziś po południu jakiś tata i syn umilili sobie życie zdjęciem w kwiatach wiśni. A dla niepoznaki rzucili: o pieskowi zdjęcie zrobiliśmy, bo ładny. To jest sakura na Żoliborzu. Jakaś atrakcja, skoro dziś wszyscy mogą pojechać do Japonii.
W Warszawie sakura to jest gabinet akupresury oraz osiedle mieszkaniowe między Włochami a Ursynowem.
Przy Placu Grunwaldzkim rośnie wiśnia, która wczoraj rozkwitła. Jest biała, a nie różowa jak te japońskie i pachnie słodko. Jak się wsadzi łeb w jej kwiaty, to można zwariować od idylli doznań. Miodowo-kwietny zapach kładzie się grubym woalem na nosie i wchodzi przez usta do gardła. Jest to bardzo przyjemne.
Dzisiaj rano, idąc z psem na spacer zorientowałam się, że drzewko dogoniło forsycje, które zaczęły kwitnąć już dwa tygodnie temu (tak około, dokładnie nie pamiętam). Ten biały wiśniowy wygląda jakoś dostojniej i bardziej odświętnie, niż żółte kwiaty krzewów, które rosną wzdłuż naszego bloku. Może za dużo tego kwiecia i od razu się myśli, że to jest jakieś mniej wartościowe. A bujna wiśnia jest tylko jedna w zasięgu wzroku. I rzeczywiście. Idąc na górki z psem, zobaczyłam dziewczynę, która instagramowała wiśnię. Wsadziła swój telefon komórkowy głęboko, między gałęzie i fociała. Przypomniała mi się Japonia i teleobiektywy w kwiatach. Było ich tyle, że prawie zasłaniały kwitnienie.
![]() |
| Żoliborz, 2019, fot. MW |
Moja pierwsza sakura była trzy lata temu w Tokyo. Sam początek kwietnia. Pojawiły się już pierwsze kwiaty, ale nie można było powiedzieć, że to szczyt rozkwitu. I to jest właśnie to ryzyko, które wiąże się z jechaniem do Japonii i oglądaniem wiśni. Różne serwisy to co prawda prognozują (im dalej na północ tym czas kwitnienia przesuwa się od marca do maja), ale nigdy nie wiadomo.
W japońskich parkach odbywają się pikniki pod kwitnącymi wiśniami. Japończycy celebrują przemijanie. Bo o nie tu chodzi. Ulotność wszystkiego, co jest. Puf jeden powiew wiatru i płatki wiśni spadają na ziemię.
![]() |
| Sakura, Tokyo, 2019, fot. MW |
No a dziś po południu jakiś tata i syn umilili sobie życie zdjęciem w kwiatach wiśni. A dla niepoznaki rzucili: o pieskowi zdjęcie zrobiliśmy, bo ładny. To jest sakura na Żoliborzu. Jakaś atrakcja, skoro dziś wszyscy mogą pojechać do Japonii.
![]() | |
|



Komentarze
Prześlij komentarz