Przejdź do głównej zawartości

Sakura na Żoliborzu

Brzmi trochę jak epidemia nieznanej choroby, związana z wiosennym przesileniem albo jakiś blamaż.

W Warszawie sakura to jest gabinet akupresury oraz osiedle mieszkaniowe między Włochami a Ursynowem.
Przy Placu Grunwaldzkim rośnie wiśnia, która wczoraj rozkwitła. Jest biała, a nie różowa jak te japońskie i pachnie słodko. Jak się wsadzi łeb w jej kwiaty, to można zwariować od idylli doznań. Miodowo-kwietny zapach kładzie się grubym woalem na nosie i wchodzi przez usta do gardła. Jest to bardzo przyjemne.
Dzisiaj rano, idąc z psem na spacer zorientowałam się, że drzewko dogoniło forsycje, które zaczęły kwitnąć już dwa tygodnie temu (tak około, dokładnie nie pamiętam). Ten biały wiśniowy wygląda jakoś dostojniej i bardziej odświętnie, niż żółte kwiaty krzewów, które rosną wzdłuż naszego bloku. Może za dużo tego kwiecia i od razu się myśli, że to jest jakieś mniej wartościowe. A bujna wiśnia jest tylko jedna w zasięgu wzroku. I rzeczywiście. Idąc na górki z psem, zobaczyłam dziewczynę, która instagramowała wiśnię. Wsadziła swój telefon komórkowy głęboko, między gałęzie i fociała. Przypomniała mi się Japonia i teleobiektywy w kwiatach. Było ich tyle, że prawie zasłaniały kwitnienie.

Żoliborz, 2019, fot. MW

Moja pierwsza sakura była trzy lata temu w Tokyo. Sam początek kwietnia. Pojawiły się już pierwsze kwiaty, ale nie można było powiedzieć, że to szczyt rozkwitu. I to jest właśnie to ryzyko, które wiąże się z jechaniem do Japonii i oglądaniem wiśni. Różne serwisy to co prawda prognozują (im dalej na północ tym czas kwitnienia przesuwa się od marca do maja), ale nigdy nie wiadomo.
W japońskich parkach odbywają się pikniki pod kwitnącymi wiśniami. Japończycy celebrują przemijanie. Bo o nie tu chodzi. Ulotność wszystkiego, co jest. Puf jeden powiew wiatru i płatki wiśni spadają na ziemię.

Sakura, Tokyo, 2019, fot. MW
To wiadomo, większość wie, że najpierw są pąki, potem rozkwitają, a potem opadają płatki. Jednak za każdym razem oglądanie tego widowiska kryje w sobie element zaskoczenia i jakiejś dziwnej fantazji, że skoro kwiaty wyglądają tak bujnie, to może ich płatki jednak nie opadną. Pamięta się tę lekcję do następnego razu, kiedy za rok, na drzewie wiśni zawiążą się kolejne pąki, a wtedy mimo całej wiedzy dotyczącej zakwitania i opadania płatków, ten kolejny raz również będzie zaskoczeniem. Jak to i znowu opadły? Tyle razy opadały!
No a dziś po południu jakiś tata i syn umilili sobie życie zdjęciem w kwiatach wiśni. A dla niepoznaki rzucili: o pieskowi zdjęcie zrobiliśmy, bo ładny. To jest sakura na Żoliborzu. Jakaś atrakcja, skoro dziś wszyscy mogą pojechać do Japonii.

Sakura, Tokyo, 2019, fot. MW

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...