Przejdź do głównej zawartości

Jak wypowiadać życzenia, żeby się spełniały

Wracałam wtedy z pracy, w której ani nie wyżywałam się intelektualnie, ani nie ekscytowałam finansowo. Mieszkałam już od 3 lat w Londynie. Przygoda fajna, no ale jednak zaczęłam mieć wrażenie, że kręcę się w kółko.

Pracownia na Peckham z kolegami artystami londyńskimi, wolontariat w galerii przy Elephant and Castle, zajęcia w National Gallery dla uczniów szkół językowych. Do tego mieszkanie przy Ruskin Park House z Anglikami lewakami: wymienialiśmy się dobrami za darmo, kompostowaliśmy, no i dziwiliśmy się, że ludzie cieszą się  z narodzin kolejnego Royal baby.Wszystko fajnie, ale nie jestem rentierką o arystokratycznych korzeniach, ani potomkinią inteligenckiego rodu, który wzbogacił się na imporcie herbaty, więc po pierwsze muszę zarabiać, a po drugie odpowiedzieć sobie na pytanie: czy o to mi chodzi?

Al i Tom, których wtedy odbierałam ze szkoły, skądinąd sympatyczni, przypominali mi na każdym kroku, że jednak ta robota na dłuższą metę nie jest rozwojowa. 
Idąc przez Ruskin Park, który znajdował się między moim blokiem, a angielską chatką, w której mieszkali, gdzieś na wysokości przedwiecznego dębu, na wielkiej jak Jeziorko Kamionkowskie murawie, zaczęłam po raz kolejny analizować swoje życie. Rzuciłam trochę do siebie, trochę do Niego: przydałaby się jakaś zmiana, jak to się mówi „ruch w interesie”. 

Poczułam wtedy, coś dziwnego. Często marudziłam w duchu, że to, czy tamto mi się nie podoba, ale tu pod osłoną londyńskiego nieba, moje myśli, a potem prośba, wybrzmiały mocniej. Pamiętam tę chwilę do dziś, bo była ważna i poprzedziła całkiem zaskakujący ciąg wydarzeń.

W tym czasie kolega namawiał mnie, żeby szukać pracy w Chinach. Zobaczysz oni lubią Polaków i dobrze się tam zarabia. Wysyłał mi linki z ofertami pracy w międzynarodowych szkołach. Mówiłam mu: Robert, to jest twoja zajawka, znasz chiński, lubisz Chinki, co to ma wspólnego ze mną. Ale on się nie poddawał, wysyłał kolejne linki i pytał co drugi dzień, ile cv wysłałam. 
Znalazłam jedno ogłoszenie, pomyślałam, że jest sensowne. To znaczy nie planowałam dostać tej pracy, ale może jak na nie odpowiem, przekonam Roberta, że się starałam, zrobiłam, co mogłam, ale nie wyszło. On da sobie spokój, a ja wrócę do swoich spraw, mimo wzrastającego niezadowolenia. Wysłałam zgłoszenie. Nie odezwali się w terminie, który był podany w opisie pracy. Widzisz Robert, wysyłałam, ale się nie udało. Dzięki za pomoc! Wreszcie się odczepi, pomyślałam. I rzeczywiście dał sobie spokój. 

Byłam akurat w Gdańsku, montowałam wystawę w Łaźni i w ferworze chaosu przygotowań, dostałam e-malia z Chin: Pani Moniko! Chętnie dowiemy się czegoś więcej o Pani w czasie rozmowy Skyp. Co? Przecież miałam nie dostać tej roboty? 
A jednak, dostałam ją, pojechałam do Chin i to całkowicie zmieniło moje życie. 

Fot. Jim Dyson

Warszawa, 20.06.2020

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...