Przejdź do głównej zawartości

królowa nocy

 Dla mojej mamy.



Fot. Will Burrard-Lucass, 2019

2007. Pracownia na warszawskim Kamionku, przy Mińskiej była przepastna – prawie 80 m2
i dosyć wysoka. Wcześniej była tam szwalnia, w której szyto głównie podróbki. Miejsce tanie, ale do gruntownego remont – po zalaniu. Trzeba było kuć tynki, bo ściana była mokra do połowy wysokości. Zanim zaczęliśmy robotę, postanowiłam, że zrobię tam szablon. Wybrałam czarną panterę, bo wtedy malowałam dużo egzotycznych zwierząt, lubiłam zwłaszcza dzikie koty, bardzo mnie fascynowały. Nasprejowałam ją wysoko, prawie pod sufitem: niby stała niby siedziała na gałęzi drzewa. Potem zniknęła. Dziś wraca w zupełnie nowej odsłonie.

Pantera, a pan potem, Mińska, 2007, fot. KB 

Kilka dni temu mi się śniła, widziałam ją jak zwinnie wskakuje do domu przez balkon. Zastanawiałam się, kto się nią zajmuje. W domu był pies. Bałam się, że go pożre. Pantera była dosyć przyjacielska jak na dzikiego kota. Byłam pod wrażeniem jej zwinności, ale też trochę się bałam jej dzikości. Potem byłam w sypialni w starym domu na Sienkiewicza. Chciałam zamknąć okno przed nią, ale jego rama się rozpadała. Bałam się, że z łatwością ją sforsuje.

Zainspirowana snem, obejrzałam krótki dokument na Youtube o zaklinaczu dzikich kotów Kevinie Richardsonie, który tropił czarną panterę w części Afryki, nazywanej przez miejscowych Mpumulanga. O Czarnej panterze krążą tu legendy, nazywa się ją tu „cieniem”, a wielu nawet wątpi w jej istnienie. Zulus w dokumencie, zapewniał, że pojawienie się jej to sygnał, że siła energii żeńskiej i moc kobiet rośnie, a jak zranisz panterę, to tak jakbyś zranił kobietę, a na koniec dodał: to nie ty ją znajdziesz, tylko ona ciebie. Richardson co prawda złapał na zdjęciach wiele leopardów, ale nie tego czarnego. Kiedy wreszcie znalazł trop czarnej pantery i był przekonany, że sukces jest tuż, tuż, trop zaprowadził go nad brzeg rzeki, a ślady królowej nocy rozpłynęły się w ciepłym afrykańskim powietrzu.

To co rozpoczął Kevin, dokończył Will Burrard-Lucas. W 2019 roku, w kenijskim rezerwacie Laikipia udało mu się zrobić zdjęcia „czarnemu duchowi”. Nagłówki gazet po jego wyczynie głosiły: pierwsze zdjęcie czarnej pantery od 100 lat, Burrad rzeczowo uściślił: pierwsze zdjęcia dobrej jakości, w naturalnym środowisku, które mogą być materiałem do studiowania jej zachowań.

Lorenz Oken, 1819, Wikimedia Commons

Jako pierwszy opisał ją w 1788 Jean-Claude Delamétherie – widział zwierzę schwytane
w London Tower – to musiało być przeżycie. Na początku XIX wieku Lorenz Oken, kolega Goethego, niemiecki naturalista i filozof, który był przekonany, że całą naturę ożywia tchnienie tak nieuchwytne dla umysłu, jak czarna pantera dla ludzkiego oka, wspomina
o niej w swoim dziele: „Allgemeine Naturgeschichte für alle Stände”, w którym podjął się opisania wszystkiego, co istnieje, w tym dzikich kotów właśnie.

Rozwijając słowa Zulusa, czarna pantera reprezentuje energię żeńską, królową matkę, macierz wszechrzeczy – wszystko rodzi się z czerni. Mistrzyni kamuflażu, w harmonijnym połączeniu z Księżycem. Przywołuje cień – mroczne aspekty osobowości, uczy jak je asymilować. Świetnie pływa i nie unika wody, która symbolicznie łączy się z żeńskim aspektem.

Królowa nocy
Uczy szacunku do samej siebie. Daje siłę kobietom jak przejść z gracją przez trudy życia i nie pożreć żywcem dzieciara albo milusińskiego mężusia. Jej największym atutem jest milczenie, ale potrafi kąsnąć kiedy trzeba. No i w każdej sytuacji jest po po prostu elegancka. Może być synonimem skutecznego polowania, przewodnictwa, siły, honoru, agresji, nieustraszoności, spojrzenia ciętego jak laser, instynktu. Dla mnie jest tajemnicą, niewiadomą i zaufaniem w jednym. Czasem pojawia się na zachętę i mówi: przestań udawać, że jesteś małym żuczkiem-podnóżkiem, no dalej!

Monika Waraxa 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 1: Olsztyn

Wyjazd na wezwanie zęba. Czekam na przystanku Odrębna. Według aplikacji autobus jest spóźniony o 5 minut. Spokojnie słucham rolki Yolandy, która jest zaklinaczką kobiecości oraz macierzyństwa. Dzięki niej uwierzyłam ostatecznie w to, że to ja tworzę swoją rzeczywistość myślami i wyobrażeniami. Podniosłam wzrok znad telefonu i wryyym 142 przejechało. Zamachałam, ale to było raczej papa. Jakie są inne możliwości dojechania na dworzec? 146 z przystanku Romantyczna. Idę boczną uliczką. Po jednej stronie działki, po drugiej centrum szkoleniowe i parking dla kamperów. Śpiewają ptaki. Mam przebitki z angielskiej countryside. Słucham Simply Red, a potem znowu ptaków. Docieram do samotnego jak wyspa przystanku zanurzonego w oceanie hałasu. Przyjeżdża 146. Wsiadam do niego z parą starszych Niemców. Kiedy hormony płciowe zmienią swoje natężenie, bywa, że kobieta zamienia się w mężczyznę, a mężczyzna w kobietę.   Wyobrażam sobie, że przyjechali kamperem do Warszawy. Zostawili swój dom na kółka...

Odcinek 4: Olsztynek

. Już w lutym obiecałam rodzicom, że odwiedzę ich groby. Tym razem miała to być wizyta symbolizująca zamknięcie kolejnego etapu życia i wejście w dorosłość na dobre. Miałam taką mini sesję z koleżanką w ramach naszego kursu coachingu i tam spotkałam się z małą Moniką, dziewczynką, którą przez wiele lat zaniedbywałam. Widzę ją jako wersję siebie z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Janowie pod Bydgoszczą. Mam pięć lat. Blond włoski ścięte do ucha, z grzywką, lekko zmierzwione. Jestem ubrana w białą sukieneczkę w drobny wzorek. Nie pamiętam jaki? Sukienka ma pasek. Jako dziewczynka lubiłam nosić sukienki. Byłam taką małą księżniczką. Brak kontaktu z moim wewnętrznym dzieckiem łączył się z bardzo głębokim poczuciem krzywdy, zranieniem, a co za tym idzie, nadmiarowymi reakcjami na opinie innych o mnie, zwłaszcza te niesłuszne. Zaniedbane wewnętrzne dziecko sprawiało mi dużo trosk. Ruszyłyśmy z Bimcią w czwartek, z Warszawy Centralnej  pociągiem o 7:50 . Musiałam dokupić Bimci bilet, bo w apl...