Przejdź do głównej zawartości

Brama życia

 Jajo kosmiczne, wizja św. Hildegardy z Bingen, źr. Internet

Dziś śniło mi się, że znalazłam się w kuchni, w nieznanym mi domu. Jakaś kobieta przygotowywała odświętny obiad. Na blacie kuchennym, po lewej stronie, w pięknej ceramicznej miseczce stały migdały. W internetowych sennikach migdał to dobry znak – po prostu czekają człowieka same wspaniałości. No chyba, że przyśni się gorzki migdał, to wtedy nie za bardzo.

Na przełomie wieków pojechałyśmy z koleżankami z ASP do pracy do Londynu. Nietypowo jak na Polaków jadących na saksy – leciałyśmy Lotem, a na granicy przepytujący nas urzędnik, słuchał ze zdziwieniem o tym, że chcemy oglądać Pierro della Francesca w National Gallery i na odchodne rzucił: Polska – kraj o wielu obliczach.

Na Heathrow przyjechał po nas Peter, znajomy matematyk. Jechałyśmy jego starym Volvo, paliłyśmy jego niebieskie Rothmansy i oszołomione rozpoznawałyśmy metropolię. To był inny świat. 

Zatrudniłyśmy się na czarno w kawiarni, której właścicielem był Arab. Kierownik Mike, też Arab był bardzo sympatyczny, choć w ramach rozrywki, jadał podwieczorek, kiedy mopowałyśmy podłogę. Pamiętam jego niepokój po zamach na WTC. Może się bał, że będzie na niego? Mike nieźle gotował. Nauczył mnie piec ciasto z migdałów i czekolady, którego odświętny i barokowy smak zachwycał przede wszystkim Anglików.

Migdały znane już w czasach asyryjskich i babilońskich. Wzmianki o nich występują w Biblii. W Księdze Rodzaju oprócz wonnej żywicy, miodu wymienione są jako cenne. Besaleel, który budował arkę ze złoconego drzewa akacjowego, zrobił również szczerozłoty świecznik, którego kielichy miały kształt kwiatów migdałowych. Po hebrajsku to „drzewo czuwające” – Bóg wskazując Jeremiaszowi jego gałązkę, daje znać, że czuwa nad nim. 

W Kartaginie, a potem również w starożytnej Marsali (Lilibeum) migdał był używany przez Fenicjan jako kaloryczna przekąska. W dawnej kuchni arabskiej migdałów używano jako dodatku do dań mięsnych, i równoważenia smaku kwaśnego słodkim obok z daktyli i rodzynek. W Izraelu serwowano je w czasie święta Yom Kippur razem z figami, winogronami i jajkami.

Mandorla, inaczej vesica piscis, czyli „pęcherz ryby”. To wspólny obszar dwóch przecinających się okręgów, kształtem przypomina migdał lub jajo, odnosi się do trójkąta (trójca) i złotego podziału. To spotkanie boskiej energii męskiej (yang) ma swój początek w żeńskiej fontannie płodności (yin). Symboliczne manifestacja doskonałości boskiej. W mitologii greckiej migdał symbolizuje niepokalane poczęcie – nimfa Nana poczęła Attisa z nasienia migdału. We frygijskiej kosmogonii, migdał występuje jako ojciec wszechrzeczy. Może dlatego również w Chrześcijaństwie mandorla wskazuje na niepokalane poczęcie i różnicę pomiędzy poczęciem Boga i zwykłego śmiertelnika.

Natomist ryba to symbolicznie prehistoryczna Bogini-matka, dawczyni życia, niosąca odrodzenie. W starożytnym Egipcie, ryba symbolizowała nieśmiertelność i fallus Ozyrysa. W mitologi greckiej była atrybutem Afrodyty – bogini miłości i obfitości. W buddyzmie ryba to symbol Buddy – obraz uwolnienia od przywiązań, a sam Budda był przedstawiany jako rybak, podobnie jak Jezus. 

Sekretny znak
Tylko wtajemniczony w boskie tematy Pitagorejczyk, wiedział jak przekroić jabłko, żeby jego oczom ukazał się święty kształt. Przecięcie jabłka w poprzek ukazywało pentagram, a to właściwie, wzdłuż, początek wszechrzeczy, pełnię – vesica piscis. Dla pitagorejczyków kształt ten było tym, czym dla taoistów znak yin-yang: połączeniem przeciwieństw, energii męskiej i żeńskiej. 

Rybi pęcherz, migdał i jajo symbolicznie odnoszą się do początku życia, które powstaje z pełni. W wizjach św. Hildegardy mandorla symbolizowała kosmiczne jajo. W sztuce chrześcijańskiej to rodzaj nimbu otaczającego Jezusa tronującego, charakterystyczna dla sztuki bizantyjskiej.

Jezus w mandorli, źr. Internet

Mandorla może kojarzyć się z waginą, z tymże niekoniecznie Chrześcijanom, którzy ciało zwłaszcza kobiece uznawali za źródło grzechu. Większość świętych i mistyków przeżywała cierpienie i tortury cielesne, a ich jedynym marzeniem było uwolnienie się od niego, żeby móc obcować z Bogiem. Uznawali je za ograniczenie, które stoi na drodze ich spotkania z Bogiem. Dlatego raczej nie łączono mandorli ze sromem. Inaczej uważali taoiści, dla których ciało było bramą prowadzącą na spotkanie z Bogiem.

W Chrześcijańskim ujęciu mandorla mogła być więc jedynie łonem Matki Boskiej, nieskalanym kontaktem fizycznym (niepokalane poczęcie). O sromie się nie wspomina. Może dlatego, że srom to również źródło rozkoszy (łechtaczka), przez taoistów uznawany za bramę do innych wymiarów. W taoistycznej tantrze srom, a konkretnie łechtaczka nazywana jest „pierwszą bramą”. Mężczyzna musi ją „otworzyć”, żeby dotrzeć do kolejnych dwóch, które prowadzą nie tylko do niebiańskich rozkoszy, ale i doświadczenia metafizycznego, czyli spotkania z Bogiem. 

Monika Waraxa, 3.11.2020



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 7: interstellar na naszym niebie

Skoro mamy lecieć na spotkanie z 3I/ATLAS, to najpierw kotwiczka. W drodze do pracowni pojechałam na Wolumen, żeby kupić trochę kapusty kiszonej. Wzięłam nawet słoik. W czwartki targ jest okrojony do jednej alejki, ale pan z kapustą był. Poprosiłam o napełnienie słoika. Pan ułożył kapustę ściśle i metodycznie. To moja pierwsza kiszona kapusta w tym roku. Kupiłam też kilo pysznych śliwek i zaczęłam je jeść już po wyjściu z targu. Rzeczywiście były bardzo słodkie. W pracowni, tak jak zaplanowałam już w domu, zabrałam się do zrobienia kanapek z sardynkami. Kiedy nakładałam rybki na chleb, talerz spadł na lodówkę. Zahamowałam go rękawem swetra i na szczęście chleb i większość sardynek pozostały na talerzu. Gotowe kanapki zagryzłam kiszoną kapustą, która była pyszna, ale chyba zbyt słona. Po kanapkach zjadłam sałatkę owocową z jednej gruszki i trzech kiści działkowych winogron, które ku naszemu zaskoczeniu wciąż zdobiły pergolę przed działkowym domkiem na Wawrze. Były bardzo słodkie, ale cz...

Odcinek 3: Ramana

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem, a nawet lepiej. Wstałam rano. Wypłukałam zęby i język olejem kokosowym i od razu poczułam się wspaniale. Potem jak zwykle medytacja Joe Dispenzy i modlitwa. Już wczoraj sprawdziłam, gdzie mogę wypożyczyć książkę „Samotne oceany ”, r eportaż Pauliny Reiter o Krystynie Chojnowskiej-Liskiewicz. Była pierwszą żeglarką, która w latach 70. w samotnym rejsie opłynęła kulę ziemską. Rok temu, przed wyprawą na Mazury, czytałam jej dziennik. Sprawdziłam, że książka jest dostępna w bibliotece nr 70 przy Alejach Ujazdowskich. Świetnie! Zrobię sobie spacer po drodze do pracowni. Uwznioślona, a wręcz uskrzydlona poranną medytacją, rozciąganiem, staniem (stojąca medytacja z Tai Chi, tzw. beczka), zjadłam śniadanie, spakowałam jedzenie do pracowni. Tym razem był to pojemniczek ugotowanego bobu, około ćwierć kilo, sałatka z pomidora, liści szpinaku i rukoli z dodatkiem trzech sardeli, kilka mini kromeczek mojego chleba orkiszowego oraz roślinny skyr o smaku ...

Odcinek 5: koc, baran i księżyc

U mnie malowanie przeplata się z pisaniem i jest to przeplatanka niemożliwa, bo łączy ze sobą dwie różne przestrzenie. Pierwsza istnieje w świecie ponadzmysłowym, a druga w przestrzeni mentalnej, to znaczy wyjściowo, zarodkowo. Dzięki tej specyficznej formule materialnej, którą jestem, obie te przestrzenie materializują się: jedna jako obraz lub mural, a druga jako tekst. To tak wygląda, kiedy patrzę na swoje życie z lotu ptaka. Kiedy lecę niżej lub, kiedy zupełnie wyląduję, uświadamiam sobie, że mieszkam na Grochowie i najwięcej czasu spędzam w kuchni. Aktualnie leżę pod kocem. Kot, którego wpuściła ciocia, koniecznie chciał leżeć ze mną. To znaczy, zastanawiam się, czy chodziło o mnie, czy raczej o koc, który lubi? Co lubi mój kot: mnie czy koc, a może mnie w zestawie z kocem? Siedzę na wersalce, która stoi w kuchni. Opieram się o ścianę i o „barana” – tak nazywam poduszki z owczej wełny. Leżę też zresztą na „baranie” – czyli kocu w zodiak, który dostałam od Renaty na nową drogę życi...