Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026

Odcinek 12: Doceniam…

Ale… Kiedyś takie rozmowy się słyszało: doceniam, ale. Niestety to małe, trzyliterowe słówko całkowicie kasuje to pierwsze. Jeśli doceniasz „ale”, to nie doceniasz wcale. Pamiętam, jak kiedyś Eckhart Tolle proponował taką odezwę do życia: I have no complaints whatsoever . Skojarzyło mi się to natychmiast ze wspaniałym nauczycielem Nisargadattą Maharajim, czyli panem Jackiem. Pojawienie się w naszym życiu pana Jacka, czyli Nisargadatty, wiąże się bezpośrednio z pękniętą rurą. Zimą, tuż po Nowym Roku, w mieszkaniu pękła rura. Co ciekawe, znajdowała się na kierunku północnym, który w moim życiu odpowiada za jakość bycia w świecie. Co ciekawe, kierunek ten związany jest z żywiołem wody. No. Rura pękła. Woda zalała rzeczy, które stały na półeczce. Trzeba było wszystko wystawić, obejrzeć, osuszyć, no a przy okazji zrobić selekcję: co zostaje, a co idzie do wyrzucenia. Dostojewski – moje wydanie jego dzieł klejone w rozpadzie, ale zostaje. Grube wałki do kręcenia dużych loków – do wyrzucenia...

Odcinek 11: co z tą intencją?

Jazdy doszkalające z Przemkiem przebiegały lepiej niż pomyślnie. Urzekło mnie jego zaangażowanie i determinacja. Kiedy jakiś manewr nie udawał mi się, jechaliśmy w to samo miejsce kilka razy. Tak było z zawracaniem na rondzie, zawracaniem na skrzyżowaniu, włączaniem się do ruchu na trasie szybkiego ruchu z kazamatów bródnowskich, gdzie jezdnia ma dwa pasy, choć nie widać tego gołym okiem. Kiedy jedzie się z prawej na lewą stronę, trzeba wrzucić kierun, potem przekroczyć zasieki: ścieżkę dla rowerzystów, którzy pojawiają się tam znienacka. Dojazd do trasy szybkiego ruchu z tamtego miejsca jest niczym slalom gigant. Ćwiczyliśmy również łuk oraz podjazd pod górkę dwadzieścia razy. Dużo metodycznej pracy. Po oblaniu pierwszego egzaminu na prawo jazdy doszło do mnie, że źródłem mojej motywacji było dotychczas zadowolenie pana Adama, a powinno być moje własne. Mowa o celu, który będę nazywała intencją. Skupia ona uwagę, materializując się jako konsekwencja i determinacja w działaniu, co prze...

Odcinek 10: nadejście czegoś nowego

Zaczęłam się krzątać: wyjęłam pranie z pralki, wyczyściłam zlew popiołem z drewna, z ognisk palonych nad jeziorem Pluszne. Czułam, że jest to rodzaj inicjacji, rytuału. W czasie czyszczenia zlewu przyszło do mnie słowo „usher”, a właściwie cały zwrot „usher in”. Ciekawe, że moje wyższe ja komunikuje się ze mną po angielsku? Może po to, by ominąć umysł? Nie wiadomo. Sprawdziłam: „usher” to odźwierny, bileter, mistrz ceremonii; „usher in” – zapoczątkować, zainicjować. Pierwsze skojarzenie: pan Włodzimierz – egzaminator, z którym zdawałam swój pierwszy egzamin na prawo jazdy i oblałam. Co wtedy czułam? Że jest nieludzko nieprzejednany, że mnie nie puszcza. Tuż po egzaminie przeżyłam symboliczną śmierć starej Moniki i jednocześnie szok smutku po tej śmierci. Z perspektywy kilku tygodni widzę siebie jako kogoś, kto nie miał zbyt dużo pokory – myślałam, że to głupi egzamin, głupie zasady, wręcz śmieszne i niepotrzebne szczegóły. Z drugiej strony czułam, że nie wiem, po co to robię. Chciałam ...