Ale… Kiedyś takie rozmowy się słyszało: doceniam, ale. Niestety to małe, trzyliterowe słówko całkowicie kasuje to pierwsze. Jeśli doceniasz „ale”, to nie doceniasz wcale. Pamiętam, jak kiedyś Eckhart Tolle proponował taką odezwę do życia: I have no complaints whatsoever . Skojarzyło mi się to natychmiast ze wspaniałym nauczycielem Nisargadattą Maharajim, czyli panem Jackiem. Pojawienie się w naszym życiu pana Jacka, czyli Nisargadatty, wiąże się bezpośrednio z pękniętą rurą. Zimą, tuż po Nowym Roku, w mieszkaniu pękła rura. Co ciekawe, znajdowała się na kierunku północnym, który w moim życiu odpowiada za jakość bycia w świecie. Co ciekawe, kierunek ten związany jest z żywiołem wody. No. Rura pękła. Woda zalała rzeczy, które stały na półeczce. Trzeba było wszystko wystawić, obejrzeć, osuszyć, no a przy okazji zrobić selekcję: co zostaje, a co idzie do wyrzucenia. Dostojewski – moje wydanie jego dzieł klejone w rozpadzie, ale zostaje. Grube wałki do kręcenia dużych loków – do wyrzucenia...