W niedzielę nastąpił przełom: pogodziłam się z tym, że się pocę. Walczyłam z tym od czwartku. Moje ciało nie umiało poddać się temperaturze. W niedzielę przyjechali znajomi. Zajęłam się przygotowywaniem obiadu i nie mogłam już dłużej skupiać się na dyskomforcie, w który wprawiał mnie upał. Mieszkając w Polsce, nie ma zbyt wielu okazji, żeby poczuć obezwładniającą siłę natury. Temperatura to jeden z nielicznych momentów, kiedy można tego doświadczyć. Mówiąc o sile natury, mam również na myśli zagrożenie, które może ona generować, np. trzęsienia ziemi, erupcje wulkanu, tajfuny, czy tsunami. Jak dotąd z szacunkiem wobec natury, który wynika ze świadomości jej niszczycielskiej siły, spotkałam się w Japonii.
Następnego dnia przy porannej herbacie dowiedziałam się od gospodarza, że wcześniej mieszkali w Tokio, ale po jednym z trzęsień ziemi przenieśli się do Kioto. Opowiadał o trudnym doświadczeniu nie samego trzęsienia, które trwało dość krótko, ale wstrząsów wtórnych. Nigdy nie wiadomo, ile one potrwają: kilka dni, tygodni, mogą się nawet ciągnąć miesiącami. W czasie jednej z sesji wstrząsów wtórnych, siedząc pod biurkiem w pracy w jednym z tokijskich wieżowców, zastanawiał się, ile to jeszcze potrwa? Wreszcie przyszedł moment całkowitego poddania się tej zagrażającej niepewności i akceptacji tego, że nie ma się wpływu ani na częstotliwość, ani na siłę tych wstrząsów, ani też na czas ich trwania. Potem, kiedy odwiedzałam świątynię Kurama-dera i oglądałam wielkie sekwoje występujące jako strażniczki, wiedziałam już, dlaczego natura w Japonii jest czczona i traktowana z takim szacunkiem.
Od zeszłego czwartku wiedziałam, że temperatura będzie się rozkręcała i że będzie mi gorąco. Tym razem zawiesiłam się między świadomością gorąca a doświadczaniem go. W piątek i w sobotę, w największe upały, czułam napięcie i wewnętrzny chaos, jakby moja świadomość nie potrafiła podjąć decyzji o akceptacji upału. Zupełnie jak w czasie procedur urzędowych, kiedy komisja z powodu dni wolnych musi przerwać obrady. W niedzielę, trakcie wizyty znajomych poczułam, jak pot zrasza mi twarz. Powiedziałam sobie: dobra, nie ma co szpanować. Zaraz potem wraz z płynącym po moim brzuchu potem przyszła ulga. Od tego momentu pocę się do woli.
Od razu przypomniała mi się Lily Choi, lekarka TCM (tradycyjnej medycyny chińskiej), która niedawno – jak co roku ogłosiła, że lato to czas energii yang i że trzeba się pocić. To jest moment kulminacji światła, a światło, wiadomo: pobudza do życia, a więc też do pocenia się.
Kiedy się pocisz, to pij wodę. Ja dodaję do niej prawie niewidzialną gołym okiem kruszynkę soli, ale lubię też wodę strukturyzowaną z owoców i warzyw. Nazywana heksagonalną lub żywą, jest podobna do tej ze strumieni, lodowców czy jezior. Nauka mówi, że to pseudonauka i że nie ma na to dowodów, i że dokładnie taka sama woda płynie w warszawskiej rurze jak ta po lodowcu czy w jeziorze Plusznem. Może i tak, ale jednak smakuje trochę inaczej, a z mojego rozpoznania wynika, że również inaczej działa. Polecam ogórki i arbuza.
Mniej znana informacja jest taka, że woda to jest istota czująca. Podobno wiązania wodorowe między cząsteczkami wody w stanie ciekłym powstają i rozpadają się w czasie mierzonym w pikosekundach, co jest rekordem. Może fizyczna plastyczność wody jest symptomem jej duchowych właściwości? W wielu kulturach błogosławienie wody jest ważne (modlitwa przed posiłkiem odnosi się właśnie do zawartej w nim wody). Poprzez błogosławieństwo (Berachę) człowiek „uzyskiwał pozwolenie” na zjedzenie daru. W Księdze Powtórzonego Prawa napisano o dziękczynieniu po jedzeniu (Birkat Hamazon): „Najesz się, nasycisz i będziesz błogosławił Pana, Boga twego”. W Indiach, w tradycyjnych domach, przed pierwszym kęsem wykonuje się mały rytuał: nabiera się odrobinę wody na dłoń, wypowiada mantrę i trzykrotnie krąży dłonią wokół talerza (zgodnie z ruchem wskazówek zegara), a następnie upija się mały łyk i skrapia resztą posiłek. Latem pije się więcej wody. To super czas, żeby zacząć traktować ją jak żywą istotę, która słucha. Co chciałbyś jej powiedzieć? Może jej podziękować, a może ją o coś poprosić?
Po weekendowych upałach było nadal gorąco. Lubię malować latem. Energia tworzenia sprzęga się wtedy z energią yang lata i jest to intensywne, ale przyjemne. Po długim dniu ruszyłam z pracowni do domu. Na placu Grunwaldzkim wsiadłam do 28. Idąc do wolnego siedzenia, minęłam kilku panów w średnim wieku, po których widać było, że lubią siłownię oraz dobrą zabawę. Zajmując miejsce, zauważyłam pod siedzeniem po przeciwnej stronie tramwaju czapkę z daszkiem. Leżała do góry dnem. Ciekawe, z czyjej zguby los uwił sobie to gniazdko? Może była to superdroga, hipsterska czapeczka z limitowanej serii, albo nosił ją na głowie ziomeczek, który wracał do domu z budowy? Słuchałam Hoziera, ale moje bezprzewodowe słuchawki z powodu gorąca zaczęły przerywać. Zdążyłam je odłożyć przed mostem Gdańskim i mogłam oglądać Wisłę, zanurzając się w jej widoku i w stanie zawieszenia. Temperatura kasuje niepotrzebne myśli, spowalnia ciało, które wchodzi w stan letargu. Jest to uczucie, jakby się miało za chwilę zasnąć – i często też się zasypia. Ciało całkowicie poddaje się naturze, czując jej siłę i skalę. Ego robi się małe, a pomysły na dominowanie świata płowieją. Składamy swoje ciało w ramionach Matki Natury. Są też tacy, którzy nie składają. W ich doświadczaniu lata dominuje frustracja i heat rage. W sumie upał w Polsce to jedna z nielicznych manifestacji siły natury, nie licząc powodzi oraz coraz rzadszych mrozów i śnieżyc. Dobrze, jeśli człowiek od czasu do czasu doświadcza tej siły. To porządkuje życie. Konkluzja, że ziemia dysponuje wielką siłą regeneracji i sobie bez nas świetnie poradzi, tworzy podwaliny pod prawdziwą ekologię. Mam poczucie, że większość ludzi, którzy walczą o naturę, tak naprawdę boi się o siebie, a może nawet o przetrwanie swoich bliskich.
Na Ząbkowskiej przesiadłam się w tramwaj nr 3. Po chwili obok mnie przysiadła się dziewczyna, która wachlowała siebie, a przy okazji mnie, wachlarzem. Minimum aktywności. Zaczęłam rozglądać się i zobaczyłam chłopaka w koszulce „hot summer”. Lewitowałam w upale. Było naprawdę gorąco. Pociłam się. Przymknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam, po lewej stronie zobaczyłam dwie dziewczyny. Może siostry, współlokatorki albo parę? Ich looki miały bardzo dużo elementów dekoracyjnych, które na tle ich czarnych strojów połyskiwały jak gwiazdy na bezchmurnym niebie. Moją uwagę przykuły breloczki przy torebkach. Były wśród nich mini-maskotki, chyba jednorożec i jakaś postać z japońskiej kreskówki (chyba). Jedna z nich miała czarne włosy upiększone dyskretnie błękitnymi pasemkami, które rozświetlały jej fryzurę. Wyjęła z torebki swojej towarzyszki mały zestaw nawilżanych chusteczek. Długo oglądała całą paczuszkę, jakby robiła unboxing do niewidzialnej kamerki. Obracała opakowanie w dłoniach i oglądała kolorowe dekoracje z uwagą. Otworzyła je, wyjęła z niego jedną mini-paczuszkę chusteczek. Zaczęła bardzo powoli wyciągać z niej nawilżaną mini-chusteczkę. Najpierw ją powąchała, potem przetarła nią dłonie, a w dalszej kolejności wytarła metodycznie każdy metalowy element swojej torebki: suwaki i uchwyty suwaków.
Dziś nie tylko ja spieszyłam się na pętlę przy Wiatracznej, z której odjeżdża 142. Po drodze z tramwaju wpadłam do sklepu zielarskiego, a pani kierowczyni do Maka. Dotarłyśmy do autobusu w tym samym momencie. Z daleka widziałam jej różowe włosy. Kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam, że jest kobietą czterdzieści plus. Miała na sobie granatową spódniczkę i niebieską koszulę. Zajęłam miejsce z przodu, a ona umościła się w swojej szoferce. Zamknęła drzwi, włączyła klimatyzację i zaczęła zajadać burgera. Do odjazdu miałyśmy 5 minut. Odpaliła audiobooka i w tym na szybko umoszczonym gniazdku w pełni korzystała ze swojej przerwy. Kasia powiedziałaby, że ma dobry work-life balance. „Nasze usta się spotkały i on zaczął ściskać namiętnie moją pierś” – dobiegał z szoferki dziewczęcy głos lektorki. Kierowczyni autobusu słuchała swojej lektury, trzymając lewą dłoń na udzie. Wydawała się być zrelaksowana. Dowiozła mnie na Wawer bez szarpania. Zastanawiam się, jak słuchanie harlekinów przez panów kierowców mogłoby się przełożyć na płynność ich jazdy?

Świetny tekst!
OdpowiedzUsuńDzięki! 🍊
Usuń