W niedzielę nastąpił przełom: pogodziłam się z tym, że się pocę. Walczyłam z tym od czwartku. Moje ciało nie umiało poddać się temperaturze. W niedzielę przyjechali znajomi. Zajęłam się przygotowywaniem obiadu i nie mogłam już dłużej skupiać się na dyskomforcie, w który wprawiał mnie upał. Mieszkając w Polsce, nie ma zbyt wielu okazji, żeby poczuć obezwładniającą siłę natury. Temperatura to jeden z nielicznych momentów, kiedy można tego doświadczyć. Mówiąc o sile natury, mam również na myśli zagrożenie, które może ona generować, np. trzęsienia ziemi, erupcje wulkanu, tajfuny, czy tsunami. Jak dotąd z szacunkiem wobec natury, który wynika ze świadomości jej niszczycielskiej siły, spotkałam się w Japonii. W Kioto, które jest bezpieczne i uchowało się przed kataklizmami, zatrzymałam się u pary sympatycznych Japończyków: ona miała manufakturę unikatowych lasek, a on całkowicie poświęcił się prowadzeniu hostelu, znajdującego się na obrzeżach miasta, w którym mnie gościli. Byli bar...